Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Foto: Wojciech Stan

 

Życie duchowe

„Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa” – przypomina słowa św. Hieronima Konstytucja o Objawieniu Bożym Drugiego Soboru Watykańskiego (zob. KO 25) . Czytanie Biblii obok liturgii stało się fundamentem odnowy posoborowej. Jest to właściwie powrót do najstarszej tradycji i praktyki duchowej. Na stałym kontakcie z Pismem Świętym opierała się duchowość Izraela – narodu wybranego Starego Testamentu. Dlatego to Drugi Sobór Watykański przypomniał o ogromnym znaczeniu praktyki czytania Pisma Świętego i zachęcił wszystkich wierzących do sięgnięcia po skarby zawarte w Słowie Bożym:

Wierni powinni mieć szeroki dostęp do Pisma Świętego (KO 22).

Również Sobór święty usilnie i szczególnie upomina wszystkich wiernych, a zwłaszcza członków zakonów, by przez częste czytanie Pisma Świętego nabywali najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa (Flp 3,8) (...) Niech więc chętnie do świętego tekstu przystępują, czy to przez świętą Liturgię, przepełnioną Bożymi słowami, czy przez pobożną lekturę (...). Modlitwa towarzyszyć powinna czytaniu Pisma Świętego, by ono było rozmową między Bogiem a człowiekiem. Gdyż «do Niego przemawiamy, gdy się modlimy, a Jego słuchamy, gdy czytamy boskie wypowiedzi» (KO 25).

Tak więc niech przez czytanie i studium Ksiąg świętych słowo Pańskie szerzy się i rozsławia (2 Tes 3,1), a skarbiec Objawienia powierzony Kościołowi niech serca ludzkie coraz więcej napełnia (KO 26).

Albowiem w księgach świętych Ojciec, który jest w niebie, spotyka się miłościwie ze swymi dziećmi i prowadzi z nimi rozmowę. Tak wielka zaś tkwi w słowie Bożym moc i potęga, że jest ono dla Kościoła podporą i siłą żywotną, a dla synów Kościoła utwierdzeniem wiary, pokarmem duszy oraz źródłem czystym i stałym życia duchowego (KO 21).

Lectio divina – Boże czytanie – jest praktyką stałego czytania Pisma Świętego. Jest ona niezmiernie ważna dla właściwego wzrostu wiary i poznania Boga. Nie chodzi jednak o jakiekolwiek czytanie Pisma Świętego, lecz o kontakt z żywym Bogiem przez spotkanie z Jego słowem. Podobnie jak w przypadku modlitwy, osiąga się go przede wszystkim dzięki łasce otrzymanej od Boga. Tylko dzięki niej potrafimy w słowie ludzkim, jakim są spisane księgi Pisma Świętego, usłyszeć Słowo samego Boga.

Jednocześnie trzeba z tą łaską współpracować i podobnie jak modlitwy, trzeba się lectio divina uczyć. Jest ona zatem także „sztuką czytania”, umiejętnością właściwego otwierania się na słowo.

Podstawową formą jest lectio continua – czytanie ciągłe całego Pisma Świętego od początku do końca i ponownie od początku. Przy czym im większa znajomość Pisma Świętego, tym bardziej owocna jego lektura. Przy pierwszym czytaniu Biblii niektórzy zalecają czytanie jej nie od początku do końca, ale poczynając od Nowego Testamentu. W Starym Testamencie zaleca się wpierw czytać księgi mądrościowe i prorockie, natomiast księgi historyczne na końcu. Niezależnie od tego porządku czytania, proponuje się czytać psalmy podczas osobistej modlitwy. 

Kiedy znamy już całość Pisma Świętego, możemy czytać je wyrywkowo, na przykład zgodnie z aktualną liturgią dnia albo tematycznie lub porównawczo odnośnie do określonych zagadnień. Niezmiernie pobudzające dla naszego osobistego życia jest śledzenie konkretnych osób w ich spotkaniach z Bogiem. W ten sposób Pismo Święte staje się dla nas szkołą mądrości życia.

Podejmując lekturę świętego, tekstu cali zamieniamy się w słuch.

Doświadczamy wówczas, że niekiedy coś się w nas otwiera: Słowo Boże staje się żywe, skuteczne i ostrzejsze niż miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które byłoby przed Nim niewidzialne. 

Przeciwnie: wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek (Hbr 4,12n). Nie jesteśmy pierwszymi, którzy tego doświadczyli. Ci, którzy czytali Pismo Święte przed nami, stwierdzają, że ogromną pomocą w indywidualnym czytaniu jego tekstów jest wspólne czytanie w kręgach biblijnych, w grupach osób, które regularnie się spotykają, by razem czytać i pogłębiać znajomość Biblii. Zgodnie z obietnicą Pana Jezusa: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje – tam JESTEM pośród nich (Mt 18,20), On sam jest szczególnie obecny na takim spotkaniu i obdarza łaskami Ducha Świętego.

Owocne czytanie Biblii przebiega w czterech etapach, które określają tradycyjne, łacińskie terminy: 
lectio – meditatio – oratio – contemplatio et actio.

Lectio – czytanie oznacza odczytywanie słowa Bożego jako słowa samego Boga. Chodzi o to, by w tekście biblijnym usłyszeć słowo Pana i przez nie spotkać się z Nim osobiście. To jest właściwym celem lectio divina. Trzeba zatem tak czytać, aby słyszeć żywe słowo. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! (por. Mk 4,9; 4,23; 7,16; Łk 8,8; 14,35). „Mieć uszy do słuchania” jest niezmiernie ważne w życiu duchowym. Przez słuchanie dopuszczamy słowo do swojego serca będącego centrum myśli, pozwalamy, aby ono nas przeniknęło, aby poruszyło najgłębsze struny w naszym wnętrzu i weszło w dialog z naszymi najtajniejszymi myślami. W ten sposób wchodzimy w osobistą więź z Bogiem.

Meditatio – rozmyślanie pojawia się wówczas, gdy usłyszymy słowo i dotrze do nas jego treść, która wzywa do zrozumienia prawdziwego sensu. Ze swojej strony musimy sami zapytać Boga: „Co chcesz do mnie powiedzieć przez przeczytane słowo?” Czasem w sercu pojawia się światło, odsłania się to, co dotychczas było przed nami zakryte. Medytacja polega na otwarciu się na przekazywaną nam przez Boga prawdę, na nieskończone misterium, które nas całkowicie przerasta, bo sięga głębi samego Boga.

Oratio – modlitwa – staje się odpowiedzią na tak pojawiające się w sercu światło. Jest to krótka i czysta modlitwa serca w postaci zachwytu nad pięknem i wspaniałością Boga i Jego mądrości albo dziękczynienia za Jego wielkie dzieła, albo skruchy, gdy zostaje nam dane zrozumienie prawdy o naszej słabości i grzechu, albo głębokiej prośby o łaskę prawdziwego życia. 

Contemplatio et actio – kontemplacja i czyn – oznacza trwanie w Bożej obecności oraz czynienie tego, co się rozpoznaje jako Jego wolę. Wprowadza nas to w głębokie zakorzenienie w Bogu, zgodnie z obietnicą Pana Jezusa: Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale (Mt 7,24). W ten sposób cały dzień pozostajemy przy Bogu, który nas kocha. Świadomość tego faktu sprawia, że – niezauważalnie dla otoczenia – w sanktuarium naszej duszy coraz częściej zapada jakieś absolutne milczenie. Woła ono głośniej niż wszelki inny głos: Pan mój i Bóg mój (J 20,28). Panie, Ty wszystko wiesz – Ty wiesz, że Cię kocham (J 21,17). Taki stosunek do Boga – to kontemplacja.

Modlitwa osobista

Modlitwa osobista w tradycji monastycznej wrasta harmonijnie w całość życia. Podstawą dla niej staje się codziennie kilkakrotnie w ciągu dnia sprawowana liturgia, praktyka indywidualnego czytania Pisma Świętego (lectio divina), praca, słuchane konferencje i pouczenia – wszystko to objęte zasadniczą postawą mnicha: milczenia-słuchania. Dla mnichów modlitwa (oratio) jest po prostu czasem poświęconym Bogu tu i teraz przez skupienie się jedynie na żywej obecności przed Bogiem. Modlitwa w monastycznym sposobie życia jest czymś oczywistym, naturalnym, takim jak oddychanie, chodzenie czy sen. 

Właśnie dlatego św. Benedykt bardzo niewiele pisze o indywidualnej modlitwie. W rozdziale 20 czytamy: Jeśli ludziom możnym pragniemy przedstawić jakąś sprawę, ośmielamy się czynić to jedynie z najgłębszą pokorą i szacunkiem. Z o ileż większą pokorą i czystszym oddaniem musimy zanosić nasze prośby przed oblicze Boga, Pana wszechświata! A i to należy wiedzieć, że nie wielomówstwo, lecz tylko czystość serca i łzy skruchy zasługują w oczach Boga na wysłuchanie. Dlatego też modlitwa powinna być krótka i czysta, chyba że natchnienie łaski Bożej skłoni nas do jej przedłużenia. Wspólna jednak modlitwa niech będzie zawsze krótka, a na znak dany przez przełożonego wszyscy razem powstaną (RB 20).

Punktem wyjścia modlitwy jest postawa „bojaźni Bożej”, czyli świadomość przed Kim stajemy i wyrastający z niej ogromny szacunek. Pobudzają one do pokory i czystości serca. Zaskakujące dla zwykłego czytelnika jest zalecenie, by modlitwa była „krótka”! Wiąże się to z jej zasadniczą cechą – czystością. Przedłużanie modlitwy, bez szczególnego natchnienia łaski Bożej, grozi wpadnięciem w sieć własnych wyobrażeń i emocji napędzanych przez drzemiące w każdym człowieku namiętności i pożądania. Są one wielkimi wrogami prawdziwej modlitwy – spotkania się człowieka z Bogiem.

Dawno zauważono, że pierwsze poruszenia serca są najczystsze, jako odpowiedź na Boże słowo lub sytuacje, w których spotykamy się z Jego ogromną łaską. Dlatego mnisi praktykowali krótkie, modlitewne zwroty na wzór wypuszczanych strzał w kierunku Boga. Stąd wywodzi się praktyka tak zwanych „aktów strzelistych”. W Kościele Wschodnim istnieje wielka tradycja modlitwy Jezusowej, czyli stałego powtarzania takiej modlitewnej formuły: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga Najwyższego, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”. To krótkie wezwanie może tworzyć cały ciąg (jak paciorki różańca). Można w ten sposób modlić się cały dzień, nieustannie wracając do czystości owego pierwszego poruszenia serca.

Najważniejsze podczas modlitwy jest osobiste spotkanie z Bogiem, którego nie da się oddzielić od reszty życia. Jeżeli ignorujemy Boga w czasie naszych zwykłych zajęć, to trudno Go odnaleźć podczas modlitwy. Dlatego mnich we wszystkim, co robi, szuka nieustannie Boga. Święty Benedykt cytując w Regule słowa św. Piotra, zachęca: „Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony” (por. 1 P 4,11). 

Wątek osobistej modlitwy powraca jeszcze raz w rozdziale 52 „O klasztornym oratorium”:

Oratorium niech będzie tym, na co wskazuje jego nazwa . Nie należy tu czynić ani przechowywać nic takiego, co by nie miało związku z modlitwą. Po zakończeniu Służby Bożej niech wszyscy, okazując cześć Bogu, wyjdą w najgłębszym milczeniu tak, aby bratu, który właśnie chciałby prywatnie się pomodlić, nie przeszkodziła w tym czyjaś bezwzględność. A jeśli też kiedy indziej ktoś zechce modlić się w samotności, niech wejdzie po prostu i niech się modli, nie na cały głos, lecz ze łzami i z głębi serca. Kto jednak o niczym podobnym nie zamyśla, nie powinien pozostawać po zakończeniu Służby Bożej w oratorium, aby, jak powiedziano, nie przeszkadzać innym (RB 52).

Modlitwa osobista pojawia się u św. Benedykta jako odpowiedź na liturgię, która właśnie się skończyła, lub wynika z pojawiającego się natchnienia, potrzeby serca. Święty Benedykt zupełnie nie troszczy się o metodę modlitwy, zaleca jedynie właściwe usposobienie: „niech się modli, nie na cały głos, lecz ze łzami i z głębi serca”. Benedyktyńską zasadę prostej modlitwy bardzo trafie ujął John Chapman OSB: „Módl się tak, jak potrafisz, nie próbuj się modlić tak, jak nie potrafisz”. Na modlitwie osobistej najważniejsze nie jest to, co robimy, ale to, czy prawdziwie stajemy przed Bogiem tu i teraz. Często jest ona jedną wielką walką o czas, o tu i teraz przed Bogiem.

Wspomniane przez św. Benedykta łzy odnoszą się do starej tradycji „modlitwy łez”. Nie chodzi o łzy użalania się nad sobą ani łzy rozpaczy, a tym bardziej złości czy pretensji. Łzy, pojawiające się w autentycznej modlitwie, są reakcją serca na ogrom Bożej miłości, która ogarnia nas mimo naszych grzechów i słabości. W sercu dokonuje się wówczas prawdziwa przemiana i oczyszczenie. Takie łzy stają się chyba najlepszym świadectwem autentycznego spotkania z Bogiem.