Pełni dobrej gorliwości

Już czwarty rok z rzędu w majowy dzień skupienia gromadzimy się z dala od Tyńca, ale tak, jak w poprzednie lata w miejscu związanym z zakonem św. Benedykta, tym razem na Łysej Górze w sanktuarium Świętego Krzyża. Podobnie jak w zeszłym roku jedziemy busikiem w trzynaście osób nie licząc pana kierowcy. Startujemy w Tyńcu, potem na dwóch przystankach: koło Jubilata i przy placu Kleparskim zbieramy resztę załogi. Po wyjechaniu z miasta rozpoczynamy dzień od Jutrzyni. Po czym w oparciu o książkę o. Pawła Sczanieckiego „Benedyktyni polscy” przypominamy sobie benedyktyńskie korzenie i historię miejsca, które jest celem naszej pielgrzymki.

Klasztor ufundowany w XI wieku przez króla Bolesława, ale ponieważ historia nie jest nauką ścisłą jedni twierdzą, że Chrobrego, a o. Paweł, że Szczodrego, miał profil klasztoru kontemplacyjnego na wzór ewangelijnej Marii, tej która obrała najlepszą cząstkę. Złoty okres klasztoru przypadł na wiek XIV, kiedy to kościół pierwotnie pod wezwaniem Świętej Trójcy (jak dowiedzieliśmy się na miejscu wezwanie było swoistą inkulturacją, gdyż kościół powstał na miejscu gdzie w czasach pogańskich czczono Śwista, Pośwista i Pogodę) stał się sanktuarium Świętokrzyskim, w którym liczni pielgrzymi oddawali cześć relikwiom Krzyża Świętego. Dotarły one na to miejsce z Węgier, jak głosi legenda za sprawą królewicza  św. Emeryka. Wielkim dobrodziejem klasztoru był król Jagiełło, który do swego herbu przyjął dwuramienny krzyż łysogórski. Opat benedyktyński Mikołaj Drozdek zwany Mniszkiem był ojcem duchowym króla, za jego wskazaniem Jagiełło boso, a nie jak my busikiem, pielgrzymował wielokrotnie do sanktuarium. Kiedy do spraw benedyktyńskich, po śmierci opata Mikołaja, wmieszała się za sprawą bp Oleśnickiego polityka, klasztor i życie religijne poczęły podupadać. Do podźwignięcia się mocno zdziesiątkowanej wspólnoty przyczynił się w XVII wieku opat Michał Maliszewski, który mimo że nadany przez króla był po prostu dobrym opatem. Odbudował morale i religijność mnichów, zrujnowane budynki, za jego czasów wzbogaciła się biblioteka klasztorna i nawiązano stosunki z benedyktynami włoskimi zwłaszcza z opactwem na Monte Cassino. Niestety podobnie do innych klasztorów podczas zaborów, Rosjanie dokonali kasaty i ostatni opat świętokrzyski Józef Nepomucen Niegolewski zmarł w Słupii Nowej miasteczku położonym u stóp Łysej Góry. Zabudowania klasztorne zamieniono na więzienie najpierw carskie, potem w okresie międzywojennym dla skazanych na dożywocie, wreszcie podczas wojny na niemiecki obóz jeniecki dla żołnierzy radzieckich. Tej czarnej karcie w dziejach sanktuarium poświęcona jest jedna z sal muzeum, które zwiedzaliśmy po przybyciu do celu naszej pielgrzymki.

Dołączyli tam do nas „indywidualiści”, którzy dotarli swoimi samochodami. Spotkaliśmy się z bardzo serdecznym przyjęciem obecnych gospodarzy miejsca – Oblatów NMP misjonarzy. Oddali do naszej dyspozycji swoją kaplicę i salkę seminaryjną jedyny mankament, że mieściły się one na czwartym piętrze budynku seminaryjnego i trzeba było wspiąć się do nich po sporej ilości schodów. Drugim utrudnieniem był, na szczęście chwilowy, brak wody. Po zwiedzeniu kościoła, muzeum i adoracji Drzewa Krzyża, wspięliśmy się do kaplicy na Mszę Świętą podczas której modliliśmy się za zmarłych: Ojca Steni Wróblewskiej-Siemek i ojca brata Jarka (nowicjusza z Tyńca), którzy mieli w tym czasie pogrzeb, za nieobecnych oblatów i w intencjach osobistych.

Potem przenieśliśmy się (na szczęście na tym samym poziomie) do salki, gdzie czytaliśmy kolejny 72. rozdział Reguły św. Benedykta „O dobrej gorliwości, jaką mnisi mieć powinni”, a o. Włodzimierz komentował go. Dotąd omawialiśmy podstawowe zasady życia we wspólnocie mnichów zawarte w początkowych rozdziałach Reguły. Pod koniec Reguły, w rozdziałach stanowiących testament św. Benedykta, wraca on do tych spraw. Do tego cyklu należy rozdział 72, który zaczyna się od słów:

Podobnie jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego.

Niezależnie od powołania i od etapu życia, powinniśmy dobro i miłość wybrać w sposób zdecydowany. W świecie, w którym żyjemy toczy się walka. Toczy się ona również w naszym sercu między dobrem i złem, i do zwycięstwa dobra potrzebna jest determinacja, bo zło sieje się samo. Taka postawa jest bardzo ważna nie tylko w klasztorze, ale też w małżeństwie, bo pomaga rozwiązywać nieuniknione problemy.

W początkowych rozdziałach Reguły miłość nie jest tak wyeksponowana, jak właśnie w testamencie św. Benedykta.

Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali . Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego.

W adhortacji Vita Consecrata Ojciec Święty mówi, że osoby konsekrowane powinny być mistrzami życia w komunii, życia wspólnotowego. Reguła podaje sposoby realizacji takiego życia czerpiąc ze skarbca Pisma Świętego. Na przykład jest o tym mowa w 3. rozdziale Listu do Kolosan:

Jako więc wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w was przebywa z [całym swym] bogactwem: z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko [czyńcie] w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego (Kol 3,12–17).

Największa mądrość życia monastycznego polega na tym, że mnisi starali się tak zorganizować swoje życie, by realizować w praktyce wskazania Ewangelii Chrystusa. Święty Benedykt w swoim testamencie pisze:

Niech darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską.  Niech Boga boją się dlatego, że Go miłują .  Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną.  Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa,  który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego.

W początkach Kościoła chrześcijanie byli wychowywani na Księgach Mądrościowych Starego Testamentu. O zasadach życia dowiadywali się właśnie z nich, dowiadywali się o tym, że bojaźń Boża jest początkiem mądrości. Jest ona podstawową wartością także dla św. Benedykta, który jednak od razu mówi, że powinna wynikać z miłości. Tę rolę jaką w Starym Testamencie odgrywała bojaźń Boża w chrześcijaństwie spełnia pokora. Ostatnie zdanie rozdziału 72. uświadamia nam, że do Boga nie idziemy „solo”, idziemy razem, każdy ma w tym udział.

Posileni obiadem zaserwowanym w piwnicy, po kolejnej wspinaczce po schodach, zebraliśmy się na wspólne czytanie Pisma Świętego – Lectio Divina. Wybrany fragment to Modlitwa Arcykapłańska Pana Jezusa z 17. rozdziału ewangelii wg św. Jana, bo 72. rozdział Reguły jest odpowiedzią nią. Mamy odtąd wprowadzić ten nowy punkt do programu dnia skupienia, a od przyszłego miesiąca na zakończenie (po godzinie czytań) chętni będą spotykać się na dzielenie się tym, co odezwało się w nich echem, po spotkaniach: nad Regułą i Pismem Świętym.

Modlitwa Arcykapłańska składa się z trzech części. W pierwszej Chrystus modli się o to, aby dzieło, które podjął wypełniając wolę Ojca, dokonało się, i aby Ojciec otoczył Go chwałą, bo kończy misję jako Człowiek. Misję, w której Ojciec daje Mu ludzi, a On doprowadza ich do końca – do poznania i życia wiecznego; przy czym poznanie w języku biblijnym nie oznacza poznania intelektualnego tylko bliską zażyłość taką, jak np. między mężem i żoną.

Druga część modlitwy dotyczy uczniów Chrystusa, którą Jezus mówi z pozycji jakby zmartwychwstałego, mimo, że wypowiedziana została jeszcze przed śmiercią, zmartwychwstaniem i zesłaniem Ducha Świętego. Chrystus mówi: „Przyszła chwila” co oznacza, że właśnie się dokonuje to o czym mówi, chwila obejmuje te trzy wydarzenia razem, nie traktując ich historycznie. Dzieło doprowadzenia ludzi do pełni komunii rozpoczął Ojciec, Syn je podjął i przekazuje Duchowi Świętemu. Wyznanie: Wszystko Twoje jest Moje, a Moje jest Twoje ma sens nie tylko posiadania, ale także oddania tego, kim się jest. To stwierdzenie określa istotę komunii. Uczniowie dostali światło od Ojca, a Pan Jezus ich w tym zachował. Modli się, aby Ojciec ustrzegł ich od złego, wie że będą prześladowani, bo nie są ze świata. Podobnie teraz, mimo że wielu tego nie dostrzega, ludzie, którzy autentycznie żyją Ewangelią, dostają od świata po głowie, niekoniecznie od ateistów i masonów, często od swojego biskupa czy proboszcza, bo niestety świat jest także w Kościele.

Trzecia część dotyczy tych, którzy uwierzą, czyli nas. Chrystus modli się:

Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty Mnie posłałeś.

To jest największa prośba Pana Jezusa przed śmiercią: aby byli jedno. Niestety chrześcijaństwo od wieków jest rozbite. Jest to największe antyświadectwo. Przyczyna rozbicia leży w ludzkich ambicjach. Największy jednak problem, a co za tym idzie największe zło, tkwi w tym, że ten stan rzeczy jest podtrzymywany przez wieki. Modlitwa Arcykapłańska pokazuje, jak konieczna jest determinacja – dobra gorliwość, o której była mowa przy komentowaniu Reguły. Człowiekowi bardzo łatwo jest pobłądzić, kiedy podda się wpływowi świata i zaczyna myśleć porównawczo. Jedność z Ojcem jest najważniejszym świadectwem faktu, że Jezus-Człowiek jest Mesjaszem – Synem Bożym. W tej modlitwie Pan Jezus jedyny raz używa słowa „chcę”, kiedy mówi: Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.

Ostatni raz sforsowaliśmy schody tym razem w dół, aby na łączce przed Sanktuarium zrobić sobie „zdjęcie strażackie”. Potem „indywidualiści” odjechali wprost do Krakowa, a załoga busika po drodze w Jędrzejowie nawiedziła opactwo cystersów i pomodlili się przy grobie bł. Wincentego Kadłubka. W drodze powrotnej odmawialiśmy Godzinę czytań, Litanię Loretańską, Różaniec i Nieszpory i ani obejrzeliśmy się, jak przyjechaliśmy do Tyńca przed godziną 19-tą i o. Włodzimierz przykładnie udał się na Nieszpory, a my rozjechaliśmy się do domów z oczami pełnymi bujnej wiosennej zieleni a sercami przepełnionymi wdzięcznością i dobrą gorliwością do budowania braterskiej wspólnoty.

PS. Kiedy wysiadłam z auta na podwórku koło domu, pod drzewem pod, którym zaparkowałam stała oparta miotła. Pierwsza moja myśl była: czy nie skorzystać i nie wrócić na niej na Łysą Górę …?

* * *

II KRAJOWY ZJAZD OBLATÓW BENEDYKTYŃSKICH
Tyniec, 07 – 10.11.2008 r.

 

Wspólnota Oblatów Benedyktyńskich przy Opactwie św. Piotra i Pawła w Tyńcu organizuje II Krajowy Zjazd Oblatów Benedyktyńskich, który odbędzie się pod hasłem:

Wyzwania religijne współczesnego świata a odpowiedź benedyktyńska.

Zjazd odbędzie się w dniach 07.11. – 10.11.2008 r. w Opactwie św. Piotra i Pawła w Tyńcu.

Celem Zjazdu jest wymiana myśli i doświadczeń osób świeckich żyjących wg Reguły św. Benedykta w obliczu narastających w świecie procesów dechrystianizacji. Chcemy wyjść naprzeciw tym wyzwaniom w wymiarze społecznymi i osobistym korzystając z głębi myśli św. Benedykta. Wspólne refleksje powinny wzmocnić naszą tożsamość, by skutecznie odpowiadać na wyzwania stające przed nami na co dzień. Wspólne spotkanie pozwoli także wzmocnić się wzajemnym świadectwem wiary.

Do udziału serdecznie zapraszamy wszystkich Oblatów związanych z klasztorami o Regule św. Benedykta, a także osoby otwarte na duchowość monastyczną.

Koszty związane ze Zjazdem obejmować będą: noclegi i wyżywienie uczestników, a także pobyt i podróż prelegentów i wyniosą około 250 zł od osoby.

Uprzejmie prosimy o potwierdzenie udziału w Zjeździe do dnia 30.06.2008 r.

-   pocztą na adres: Wielebny Ojciec Przeor Włodzimierz Zatorski, Benedyktyńskie Opactwo Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, ul. Benedyktyńska 37, 30-398 Kraków
-   
lub faxem: 012 658 49 74
-    lub e-mailem: teresa@tyniec.com.pl
Prosimy także o wpłatę zaliczki w wysokości 50,00 zł na konto:

Opactwo Benedyktynów w Tyńcu: 08 1240 1444 1111 0010 1184 4676  z dopiskiem: Zjazd Oblatów do dnia: 30.09.2008 r.

Do pobrania:
-   szczegółowy plan zjazdu (format *.rtf)

-   karta zgłoszenia

 Pokój z Wami,
Włodzimierz Zatorski OSB

Prefekt Oblatów Tynieckich

* * *

 

Wspomnienie o Alinie Rumun

Dnia 14 września 2007 r., w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego w Domu Pomocy Społecznej w Podgórkach Tynieckich zmarłą Alina Rumun, pielęgniarka i oblatka tyniecka.

Urodziła się 15 lipca 1924 r. W Zawierciu. Po trudnym okresie wojennym i ukończeniu gimnazjum podjęła naukę w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarsko-Położniczej w Krakowie. Po uzyskaniu dyplomu w roku 1948 pracowała na różnych oddziałach szpitalnych, w poradniach i ambulatoriach o różnym profilu, zdobywając w ten sposób nadzwyczaj bogate doświadczenie pielęgniarskie.

Przełomowym momentem w  życiu Aliny Rumun było podjęcie współpracy w roku 1958 z Hanną Chrzanowską, obecnie kandydatką na ołtarze, inicjatorką Pielęgniarstwa Parafialnego w Archidiecezji Krakowskiej. Alina stała się Jej prawą ręką, a po śmierci Hanny w 1973 roku, kontynuatorką tego dzieła, które prowadziła do roku 1995 z ogromnym zaangażowaniem. Potem jeszcze do końca życia, utrzymywała kontakt korespondencyjny ze swoimi podopiecznymi.

W pielęgniarstwie domowym chodziło o wyszukiwanie ludzi przewlekle i nieuleczalnie chorych, nie opuszczających swoich domów, często także biednych i osamotnionych i objęcie ich pomocą i opieką pielęgniarską. Do współpracy wciągano oprócz pielęgniarek siostry zakonne i wolontariuszy świeckich (m.in. studentów), których przygotowaniem do pracy z chorymi zajmowała się także Alina.

Opieka nad chorymi nie ograniczała się tylko do pomocy w ich problemach zdrowotnych i bytowych. Zwracano również uwagę na ich potrzeby psychiczne i duchowe. Z czasem powstała inicjatywa organizowania wyjazdów chorych w grupach na wypoczynek połączony z rekolekcjami, najpierw do Trzebini, potem do Nowej Wsi k. Dobczyc i do innych ośrodków.

Przy tej okazji dał się poznać wybitny zmysł organizacyjny Aliny Rumun. Organizowała dowożenie chorych w oparciu o ludzi dobrej woli, włąścicieli prywatnych samochodów, co w „tamtych czasach” było nielada wyczynem. Potrafiła znaleźć księdza gotowego do głoszenia nauk i towarzyszenia chorym. Umiała zebrać komplet pracowników złożonych z zakonnic, kleryków i młodzieży oraz pań prowadzących kuchnię. Wyposażenie domu, w którym odbywały się rekolekcje było bardzo skromne, ale funkcjonalne. Alina umiała wykorzystać wszystko, co już nie było potrzebne komuś innemu, co dało się jeszcze naprawić, co można było zrobić we własnym zakresie. Nie znosiła marnotrawstwa i bałaganu.

Potrafiła stworzyć pogodną atmosferę. Zachęcała wolontariuszy do organizowania ognisk ze śpiewem przy gitarze, skeczami itp. Chorzy wyczuwali, że Alina oddaje im wszystkie siły, cały swój czas i całe serce. I za to Ją kochali i szanowali.

Źródłem, z którego Alina czerpała, była Jej żywa wiara, głęboka, rzetelna wiara, codzienne uczestnictwo we Mszy świętej, umiłowanie Pisma Świętego i rzeczywiste oddanie się Panu Bogu jako oblatka benedyktyńska. Przyrzeczenia oblackie złożyła w 1957 roku i była im wierna do końca życia. W naszych wspomnieniach pozostała jako osoba niezwykle uczciwa, szczera i prosta, życzliwa dla wszystkich, ogromnie pracowita, wymagająca od siebie i zdyscyplinowana, a przy tym obdarzona dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie i swoich dolegliwości, także w ostatnim okresie życia. Powiedziała kiedyś: „Nie masz pojęcia, jakie to irytujące, gdy się pamięta, że się zapomina …”.

Międzynarodowy Czerwony Krzyż przyznał Alinie Rumun prestiżowy Medal im. Florence Nightingale. Dnia 31 sierpnia 2007 r. Na uroczystym posiedzeniu w sali Krakowskiego Magistratu, w imieniu chorej Aliny medal odebrała Jej bliska współpracownica, s. Serafina Paluszek. Na medalu czytamy: „Pamięci Florence Nightingale 1820-1910”, a na rewersie: „Za szczere miłosierdzie i człowieczeństwo”.

Jednocześnie Alina Rumun otrzymała medal „Honoris gratia” od prezydenta miasta Krakowa oraz medal im. Ks. Ferdynanda Machaya od Związku Orawian, a także odznaczenie resortowe za zasługi w ochronie zdrowia.

Pogrzeb śp. Aliny Rumun odbył się 15 września 2007 r. w Zawierciu, z kościoła parafialnego pod wezwaniem śś. Apostołów Piotra i Pawła.

[Opracowano na podstawie wspomnień oblatów tynieckich oraz materiałów archiwalnych Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich, oddział w Krakowie.]

* * *

Nasza laureatka

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt 25,40)

 

Alina Rumun – oblatka tyniecka – została odznaczona przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża z siedzibą w Genewie medalem  Florence Nightingale. [Florence Nightingale (ur. 12 maja 1820 we Florencji - zm. 13 sierpnia 1910 w Londynie) - angielska pielęgniarka i działaczka społeczna, zwana również "Damą z lampą". Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa.]

Medal ten powstał z inicjatywy IX Międzynarodowej Konferencji Czerwonego Krzyża, która miała miejsce w 1912 roku w Waszyngtonie. Jest on przeznaczony dla pielęgniarek lub woluntariuszek współpracujących z Czerwonym Krzyżem lub Czerwonym Półksiężycem, które w szczególny sposób odznaczyły się wielkim poświęceniem w swej pracy.

Alina Rumun została także odznaczona na wniosek Okręgowej Rady Pielęgniarek i Położnych w Krakowie odznaczeniem: “Za zasługi dla ochrony zdrowia”.

Odznaczenia te są wyrazem uznania za jej ofiarną, wieloletnią służbę chorym najpierw u boku sługi Bożej Hanny Chrzanowskiej, której pomagała w organizowaniu pielęgniarstwa domowego. Po śmierci pani Chrzanowskiej kontynuowała Jej dzieło.

Alina Rumun jest trzecią Polką uhonorowaną medalem Florence Nightingale. Przed nią uznanie Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża uzyskały: W roku 1946 Anna Rydlówna dyrektorka Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie, medal zatrzymany przez Ministerstwo został jej wręczony dopiero w 1967 roku oraz w roku 1975 Julia Nenko — major Sił Zbrojnych na Zachodzie,  przełożona sanitariuszek Brygady Karpackiej a następnie Armii Andersa.

* * *

Podróż do przedsionków Nieba

 Sobota, 12 maja 2007, godz. 7:05. Wyruszamy z Tyńca “busikiem” w 13 osób pod wodzą o. Włodzimierza do Biskupowa. Dołączy do nas kilku indywidualistów ze Śląska na własnych “kółkach”.

Jedziemy autostradą wśród majowej zieleni lasów i pól i żółtych łanów rzepaku. Po drodze odmawiamy Jutrznię i odprawiamy Lectio divina: początek 1 Listu św. Jana. “Busik”, prowadzony wprawną ręką kierowcy, dociera do celu po trzech godzinach jazdy.

Na wzgórzu kościół  , dom zakonny, dom gości i inne zabudowania, jakiś stawek z kaczkami i małe stadko śnieżnobiałych gołębi — czyżby znak bliskości Ducha Świętego? A jaki widok!  Łagodne pagórki tonące w zieleni, a na horyzoncie pasmo Gór Opawskich. Jakiś przedziwny spokój ogarnia nas, patrzących na te cuda.

Witają nas serdecznie ojcowie , bracia i oblaci z Biskupowa. Najpierw witamy Gospodarza domu: Pana Jezusa w kaplicy. Potem o. Marcin, prefekt gości, zaprasza na spotkanie przy kawie i herbacie. Każdy się krótko przedstawia: imię, zawód, ile lat w oblaturze … Ludzie w różnym wieku, różnych zawodów, mniej lub bardziej związani z oblaturą, z różnych miejscowości: z Krakowa i z Wrocławia, ze Skawiny i z Nysy, z Rudy Śląskiej i z Gliwic … a wszystkich łączy św. Benedykt. Wspaniały przykład jedności w wielości. Od razu czujemy się jedną rodziną.

Przechodzimy do “wieczernika” — sali przerobionej ze … stajni. Ściany z surowej cegły, arkady nadające wnętrzu dostojny charakter i płonący ogień na kominku. Zasiadamy na ławach, a o. Ludwik przystępuje do komentowania rozdziału 68 Reguły św. Benedykta:

Jeśli jakiś brat otrzymałby polecenia trudne lub zgoła niemożliwe do wykonania, niechaj przyjmie wówczas rozkaz z całą łagodnością i posłuszeństwem. Gdyby zaś się przekonał, że ciężar tego zadania przekracza całkowicie jego siły, niech cierpliwie i w chwili stosownej przedstawi przełożonemu przyczyny swojej niemożności, jednak nie okazując pychy, nie sprzeciwiając się jego woli ani nie odmawiając jej spełniania. Jeśli po tym wyjaśnieniu przełożony rozkaz swój nadal utrzyma, podwładny musi wiedzieć, że tak właśnie jest dla niego dobrze. Niechaj więc będzie posłuszny z miłości, ufając w pomoc Bożą”.

Reguła św. Benedykta została napisana w I połowie VI wieku, kiedy chrześcijanie mieli żywą świadomość tego, że zostali stworzeni na obraz Trójcy św. I — w konsekwencji — wspólnota Osób w Jej łonie jest wzorem każdej wspólnoty eklezjalnej. Z upływem wieków w Europie nastąpiły zmiany w kierunku “hiperindywidualizmu”. Boga zaczęto postrzegać jako yakiego, do Którego można iść w pojedynkę, życie z Bogiem uważano za sprawę prywatną. Takie podejście skutkowało “sumą świętych” a nie “komunią świętych”.

Tymczasem Pan Jezus, w przeddzień Swojej Męki, pokazał uczniom wzajemne odniesienia między Osobami Trójcy św. Na ten obraz i podobieństwo zostaliśmy stworzeni. Stąd to nowe przykazanie: “Abyście się wzajemnie miłowali …”. Na pytanie: “Gdzie jest twój brat?” już nie odpowiadamy: “Nie wiem”, ale: “Mój brat jest we mnie”. Ja uczestniczę w jego życiu, a on w moim — to jest komunia.

Wracając do tekstu Reguły:

Opat wydaje polecenie. Brata “zatyka”. Ale jego stosunek do opata pozwala mu zrozumieć, że obaj mają taką samą godność: powołanie do świętości, ale różne zadania. Obaj wzajemnie troszczą się o siebie. Brat nie daje opatowi okazji do gniewu poprzez odmowę. Stara się otrzymane polecenie wykonać. Gdy okazuje się to za trudne, “w stosownej chwili” zwraca się z tym do opata. A opat? Albo zmienia polecenie, albo dobiera pomocników, albo utrzymuje polecenie znając możliwości brata. Wtedy brat ma zaufać Opatrzności Bożej i być posłusznym “ex caritate” — z miłości. Bo zasadniczą sprawą nie jest produkt tylko miłość. Może się nie udać, ale wzajemna miłość zostanie zachowana.

Przechodzimy do kaplicy w domu zakonnym . Wystrój kaplicy oszczędny, pomagający w skupieniu. Na głównej ścianie zwycięski Chrystus na krzyżu, ze stułą na ramionach, bo trwa Okres Wielkanocny.

Najpierw adoracja Najświętszego Sakramentu. My się modlimy, podczas gdy bracia krzątają się w kuchni.

Ale niebawem jesteśmy już w komplecie: wszyscy miejscowi i goście z Tyńca na Mszy św. W Liturgię Słowa wpleciona Modlitwa Południowa. Ewangelia według św. Jana  (15, 18–21).

W homilii o. Włodzimierz nawiązuje do fragmentu 1 Listu św. Jana, czytanego po drodze. Jest jakieś rozdarcie między Królestwem Bożym a światem. “Bóg jest światłością i nie w Nim żadnej ciemności”. Żadnej! Jesteśmy na polu walki, wezwani do udziału w światłości Boga. Siła, która nas pcha do ciemności, jest “świat”. Ale nie świat jako stworzenie, które odbija piękno Boga, lecz ten świat, który św. Jan określił jako “pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota” czyli różne układy ludzkie. Ta walka duchowa rozstrzyga się w sercu i polega na wyborze między miłością i niemiłością. Jezus Chrystus pokazuje, jak tę walkę doprowadzić zwycięsko do końca. On zwyciężył przez posłuszeństwo.

Ważny jest wymiar wspólnoty tej walki. Święty Benedykt zalecał budowanie szkoły Służby Pańskiej, w której uczymy się wybierać miłość. Punktem centralnym wspólnoty jest Chrystus w Eucharystii, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, szkoła komunii, która ma się realizować w modlitwie, pracy i wzajemnych relacjach.

Po Mszy św. Coś konkretnego dla ciała. Znowu przechodzimy do wieczernika, w którym zamiast ławek pojawiły się stoły. Wprawdzie każdy ma cztery nogi, ale kiedy one tutaj przyszły? Obiad uwieńczony pysznym domowym ciastem.

Niektórzy, na zaproszenie o. Marcina, mówią o swojej przygodzie ze św. Benedyktem. Jak wielu ludziom, każdemu, pomógł On spojrzeć inaczej na codzienne problemy, przemienić i uporządkować życie …

Po obiedzie o. Marcin oprowadza po klasztornych “włościach”. Zaczynamy oczywiście od kościoła . Potem ogród warzywny, drzewka brzoskwini z zawiązkami owoców, młody las z miejscem na ognisko i … “sala telewizyjna” : Ojciec otwiera jakąś klapę i ukazuje okienko przypominające ekran, a za nim mini stawek z malutkim wodotryskiem widocznym dokładnie i precyzyjnie w środku okienka. Cienkie strumyczki podskakują śmiesznie do góry i niefrasobliwie opadają z powrotem na lustro wody, jakby miały za nic wszelkie problemy tego świata. Wspaniałe lekarstwo na rozchwiana równowagę o zaburzone proporcje rzeczy i spraw.

Ale najbardziej stosownym miejscem do odzyskania pokoju wewnętrznego jest pustelnia: osobny domek na uboczu z malutką celą i kaplicą. Gdy nie ma w nim człowieka, kaplica jest pusta, ale gdy mnich zapragnie tam zamieszkać, towarzyszy mu Pan Jezus .

Czas odjeżdżać. Jeszcze wspólne zdjęcie , zapewnienia o pamięci i modlitwie. Serdeczne pożegnania. Około 16:00 wyruszamy. Po drodze zwiedzamy katedrę w Nysie i kaplicę w Kamieniu Śląskim, miejscu narodzin św. Jacka . Kontynuujemy modlitwę brewiarzową: Godzinę Czytań i Nieszpory Nie zbrakło też śpiewu Litanii Loretańskiej. Chyba nieczęsto nasz kierowca bywa tak “namodlony” podczas jazdy.

O 19:30 meldujemy się w Tyńcu, szczęśliwi i pełni wrażeń, a w uszach brzmią nam, jakże prawdziwe, słowa wersetu Psalmu 133, w nowym tłumaczeniu:
“O, jak dobrze i miło, gdy bracia żyją w jedności”.

 

 

 

 

 

Pierwszy Światowy Kongres Oblatów
19 do 25 września 2005

        Zaczniemy od końca. Podczas pożegnalnej kolacji, w piątek 24 września wieczorem, każdy z uczestników Kongresu dostał książkę, zawierającą referaty wygłoszone podczas Kongresu, z autografem Opata Prymasa Notkera Wolfa i opatrzoną jego słowem wstępnym, w którym czytamy:


Kochane Oblatki i Oblaci
        Niniejszym mogę przedstawić Wam konferencje Pierwszego Światowego Kongresu Świeckich Oblatów Benedyktyńskich. Bardzo się cieszę, że Kongres odbył się, jestem przekonany, że wiele skorzystaliście i wyjedziecie ubogaceni do domu, do swoich krajów, do klasztorów, z którymi jesteście związani jako oblaci.
        Przy okazji moich odwiedzin w klasztorach na całym świecie przekonałem się jak wielu jest oblatów i ku ogromnemu zadowoleniu, że liczba ich wzrasta. Żałowałem tylko, że oblaci nie uświadamiają sobie faktu, że nie tylko są związani ze znanymi klasztorami, ale są częścią Ruchu wywodzącego się z duchowości św. Benedykta, która kształtuje ich życie codzienne w łączności ze wspólnotą klasztorną.
        Tak zrodził się pomysł, by przynajmniej raz zaprosić oblatów z całego świata na spotkanie, żeby mogli się poznać i doświadczyć, jak w innych krajach i kulturach ideał ten jest realizowany, aby zobaczyli również, że nie są niewielkimi grupkami, ale należą do wielkiego Ruchu.
        Wykłady miały służyć nie tylko wymianie doświadczeń, ale także dostarczyć inspiracji, które teraz Państwo macie zabrać do domu, nie tylko po to, żeby doznane wrażenia przeżywać jeszcze raz, ale żeby podzielić się nimi z tymi, którzy nie mogli przyjechać. Zapewne pozostaną w Waszej pamięci odwiedziny benedyktyńskich prehistorycznych miejsc a św. Benedykt stanie się Wam jeszcze bliższy. Nasz obecny Ojciec Święty dał nam znak wybierając św. Benedykta na swego nowego Patrona.
        W okresie upadku Cesarstwa Rzymskiego i w czasie zamieszek powstałych w wyniku wędrówki ludów, św. Benedykt swoją Regułą dał Zachodowi podwaliny dla kulturalnego rozwoju całego kontynentu.
        Ważne jest, aby naszą wspólnotę znowu skierować ku Chrystusowi, nie tylko Europę, ale cały świat oprzeć na tym fundamencie, gdyż wspólnie wzrastamy, dążymy do tego, aby stać się jedną wielką rodziną żyjącą w pokoju i wzajemnym poszanowaniu. Także i Wy macie dzięki temu udział w misji Kościoła.
        Skarby Reguły św. Benedykta nie mogą pozostać zamknięte za murami klasztornymi. Muszą wyjść na cały świat dla dobra ludzkości i na większą chwałę Boga.
Życzę Państwu wiele odwagi na Waszej drodze życia, radości i pokoju, który tylko od Boga pochodzi. Pozdrówcie Oblatki i Oblatów w Waszych krajach. Zabierzcie to błogosławieństwo dla wszystkich.

Posłuszne temu gorącemu apelowi przekazujemy to “Sprawozdanie”.

        Nasza delegacja na Pierwszy Światowy Kongres Oblatów, który odbywał się w “Rzymie” w dniach od 19 do 25 września 2005 składała się z o. Bernarda Sawickiego – obecnego Opata, który kiedy pełnił funkcję zastępcy prefekta oblatów został wyznaczony do opieki duchowej nad resztą czyli Teresą Lubowiecką, Janiną Pastuszko i Urszula Szymalą (oblatakami tynieckimi). Opiekował się nami nie tylko duchowo, bo zapewnił jednej z nas stypendium ufundowane przez opactwo benedyktynów w USA.
        Z lotniska Fiumicino, gdzie przylecieliśmy wczesnym popołudniem w poniedziałek 19 września dowieziono nas dość szybko do ośrodka Salesianum pod Rzymem – miejsca Kongresu. Kaplica, jadalnia, barek, recepcja były na parterze budynku w którym mieszkała większość uczestników Kongresu (należeliśmy do tych szczęśliwców, którzy nie musieli dojeżdżać autobusem z innego hotelu). Olbrzymia aula, gdzie odbywały się obrady miała wejście albo z 3 poziomu tzn. 1-go piętra tego budynku albo z pola. Spotkania w grupach językowych odbywały się w kilku salach na różnych poziomach. Wygodne pokoje z łazienkami mieściły się na trzech poziomach poczynając od sutereny przez parter po pierwsze piętro. Budynki położone były w rozległym ogrodzie zamkniętym i odciętym od świata.
        Pierwszą osobą, na jaką natknęliśmy się w hollu był abp Piero Marini – ceremoniarz papieski – okazuje się, też oblat związany z opactwem św. Jerzego w Wenecji. Prowadził pierwsze uroczyste Nieszpory gregoriańskie, od których wszystko się zaczęło. Po Nieszporach w trakcie, których abp Marini miał piękne kazanie o koinoni czyli wspólnocie, każdy dostał zieloną gałązkę i karteczkę z tekstem łacińskim Hymnu Kongresu “Ubi caritas est vera, Deus ibi est” i przeszliśmy ze śpiewem do auli, gdzie Opat Prezes Notker Wolf otworzył obrady w kilku językach.
        Opat sugerował integrację z innymi delegacjami więc podczas pierwszej kolacji poszłyśmy z Urszulą do stołu gdzie był już Koreańczyk, biały benedyktyn z napisem Japonia, Holender, Włoch i Amerykanin, ich było najwięcej. W jadalni hałas panował niewiarygodny, bo wszyscy gadali równocześnie a było nas 350 osób, sporo starszych więc z natury rzeczy mówiących podniesionym głosem.
        Liturgię celebrowano w różnych językach, a oblaci z różnych części świata kolejno prowadzili śpiew, byli lektorami i nieśli w procesji dary. Jutrznia we wtorek 20 września była odmawiana i śpiewana w języku angielskim, Eucharystia w języku hiszpańskim a Nieszpory po niemiecku. Każdy na wstępie dostał 3 książeczki z odpowiednimi tekstami, tak że nawet przy słabej znajomości języka można było uczestniczyć w modlitwach.
        Po Jutrzni wreszcie zaczęły się obrady od wykładu Alcuina Nyirenda – oblata z Tanzanii o tym, że klasztor jest szkołą kontemplacji i misji. Potem Franciszka Melard z Belgii mówiła o Monasterze jako szkole komunii. Przesyłaliśmy jej materiały o polskich oblatach i historii oblatury w naszym kraju, ale mimo, że mówiła dość długo, to krajom Europy wschodniej poświęciła jedno krótkie zdanie. Osobny temat to słuchawki i tłumaczenia na różne języki. Angielska tłumaczka była ok o ile w ogóle była, natomiast najwięcej problemów miał z tłumaczeniem Niemiec, który czasami mówił “wreszcie rozumiem co powiedzieli” robił ufffffffff i tyle.
        Po obiedzie był wykład Vsevoloda Borzakoskiego – “Starca z Hollywoodu” (długie włosy blond, bródka i wąsiki a`la Papkin) prawosławnego archidiakona urodzonego w USA, podległego patriarchatowi w Moskwie, żyjącego w Rzymie z żoną i piątką dzieci. Mówił o duchowości Wschodniego Kościoła. Potem rozpoczęła się dyskusja dotycząca wszystkich 3 referentów a po niej spotkania w grupach językowych. Najwięcej było grup angielskojęzycznych, Włosi, jako najliczniejsi mieli spotkanie w audytorium, pozostałe grupy (hiszpańska, niemiecka, francuska i angielskie) mieściły się w małych salkach.

        Oto oficjalny komunikat, który rozdano nam jako podsumowanie tych spotkań:
Pierwsze pytanie zadane w grupach roboczych dotyczyło roli monasteru jako szkoły modlitwy, która wprowadza oblata w kontemplację. Większość uczestników spotkań przyznała, że klasztor jest szkołą duchowości, to miejsce spotkania z Chrystusem. Tam uświadamiamy sobie, że Bóg jest obecny w różnych aspektach naszego życia. Klasztor pomaga nam uzyskać równowagę między modlitwą, pracą, nauką i życiem rodzinnym. Wielu podkreślało, że w klasztorze uczymy się milczenia, które przygotowuje nas do kontemplacji i słuchania. Klasztor to także szkoła Liturgii. Tam także znajdujemy kierowników duchowych.
        Drugie pytanie dotyczyło roli jaką kontemplacja, modlitwa osobista i liturgiczna odgrywa przy podejmowaniu decyzji życiowych. Kontemplacja jest postrzegana prze oblatów jako źródło życia ewangelicznego, które powinno mieć odbicie w życiu codziennym. Nasze decyzje w dziedzinie socjalnej i w polityce powinny wynikać z życia Regułą. Kontemplacja i modlitwa pomagają nam wyciszyć się, wyhamować i słuchać. Wtedy podejmujemy lepsze decyzje a te z kolei prowadzą do bardziej harmonijnego życia. Umacnia to nas w czasie trudności i prób jakich nie szczędzi nam życie.
        Modlitwa ma kluczowe znaczenie w życiu oblata. Otwiera nas ku wolności i czyni z nas apostołów pokoju. Codzienna Eucharystia i milczenie doprowadzają do nawrócenia, a dzięki temu stajemy się świadkami dla innych chrześcijan. Modlitwa uwrażliwia nas na potrzeby braci i sióstr i trudności z jakimi się borykają.

A to nasze osobiste wrażenia:
        Poszłam na spotkanie (T. Lubowiecka) do Filipińczyków. Prowadził je Filipińczyk, ale do grupy tej dołączyło kilku Amerykanów, Hindusi, Irlandczycy, Grecy i Bułgarka , którą nawraca siostra z Filipin, bo w Bułgarii katolików na lekarstwo. Każdy miał powiedzieć jak stał się oblatem i co daje mu w życiu kontemplacja. Najbardziej podobała mi się wypowiedź Koreańczyka, który określił modlitwę jako rozmowę z Bogiem, w której zaciera się granica między słuchaniem a mówieniem. U nich niełatwo zostać oblatem, najpierw usilnie cię zniechęcają co nie każdy zniesie, potem postulat, potem nowicjat i wreszcie przyrzeczenia oblackie wszystko razem trwa 6 lat. Ja nie zdążyłam zabrać głosu, a już więcej do nich nie dotarłam.
        Jasia Pastuszko jako jedyna biała uczestniczyła w spotkaniu oblatów nigeryjskich. W Nigerii jest 470 Oblatów, są młodzi, pełni wiary w swoje możliwości. Delegacja ciekawa, egzotyczna, i bardzo dojrzała duchowo. Spotkaniu, podczas którego dyskutowano na temat referatów, przewodniczył dr Peter Onwudinto z Uniwersytetu w Calabar. Zadziwiała ich swoboda w dyskusji, byli pogodni i spokojni. Podczas spotkania uznali, że klasztor jest szkołą oblatów, że konieczna jest bliska więź z benedyktynami, a modlitwa i Eucharystia powinny być codziennie praktykowane, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony: w Rodzinie, w pracy i we wspólnocie. W odpowiedzi na pytanie o kontemplacje zgodnie doszli do wniosku, że jest to proces długotrwały i bardzo trudny, a jej podstawą jest Eucharystia. Uważali, że jako grupa oblatów powinni oficjalnie występować w radio i telewizji. Oblaci-prawnicy mają pomagać prześladowanym i ich rodzinom. Chcą swoim życiem świadczyć o więzi z Bogiem, bo stojący obok patrzą na nich i oceniają ich postępowanie. Dużo wiedzieli o św. Faustynie i Sanktuarium Miłosierdzia, po powrocie do Polski Jasia wysłała 100 obrazków z modlitwą w języku angielskim na adres dr Petera Onwudinto.
        Urszula Szymala dołączyła do niemieckiej grupy językowej. Grupa ta była nieliczna, składała się bowiem z ok. 25 osób pochodzących głównie z Niemiec, Austrii, Węgier (2 Oblatki z Opactwa Pannonhalma), Czech (2 osoby), Belgii. Prowadzącymi spotkanie w tej grupie byli: O. Basilius Ullmann – z Opactwa Cysterskiego w Langwaden w Niemczech i Gabriela Franciszka Heitfeld-Panthen – oblatka klasztoru cysterskiego w Bochum-Stiepel (Niemcy) - organizatorka i tłumaczka Kongresu.
Każdy z uczestników spotkania miał okazję przedstawić się, powiedzieć parę słów o sytuacji oblatów w swoim kraju, głównie zaś odpowiedzieć na postawione pytania:
- czym dla ciebie jest oblacja, jak wpływa ona na rozwój twego życia duchowego (w relacji do życia codziennego)? oraz
- twoja relacja z klasztorem, którego jesteś oblatem, jakie duchowe korzyści i obowiązki wynikają z tego faktu?
Oblatka z Bawarii związana z klasztorem sióstr benedyktynek w Tyrolu podkreśliła obowiązek oblatów do ekonomicznego wspierania mnichów i mniszek w sytuacjach trudnych. W “jej” klasztorze przebywa i modli się grupa mniszek już w bardzo podeszłym wieku a brak nowych powołań sprawia, iż wymagają pomocy z zewnątrz klasztoru. Do tego właśnie zobowiązani są oblaci jako osoby należące do tej samej duchowej rodziny zakonnej. Klasztor ten mieści się w górach i często zimą pomoc siostrom jest konieczna (i łączy się z dodatkową “atrakcją” – odśnieżaniem drogi aby móc tam dotrzeć).
        Podkreślano także ogromne znaczenie kierownictwa duchowego mnichów wobec oblatów świeckich. W obecnych, zeświecczonych czasach, jest to cenny skarb pomocny w rozwoju życia duchowego. Ważne znaczenie w życiu codziennym oblatów niemieckich (i nie tylko) odgrywa Liturgia Godzin, czyli codzienna modlitwa brewiarzowa, której piękno dostrzegli właśnie w swoich klasztorach, uczestnicząc w modlitwach mnichów w czasie dni skupienia czy indywidualnych odwiedzin.
        Jeden z uczestników, będący wyznania ewangelicko-augsburskiego z Berlina, przyjechał na Kongres zachęcony jego programem opublikowanym w internecie. Szuka bliższego kontaktu z Panem Bogiem, szuka ludzi, którzy codziennie czytają Pismo św. i starają się nim żyć. Szczęśliwy, gdyż znalazł to, czego szukał. Inny trafnie określił swój każdorazowy pobyt w klasztorze benedyktyńskim, jako “spirituele Sauna” czyli sauna duchowa. Ona pomaga mu żyć według Reguły św. Benedykta każdego dnia.
        Przy śniadaniu trzeciego dnia (środa) przyznałyśmy się o. Opatowi do naszych planów pójścia, na grób Jana Pawła II i dostałyśmy od niego bilety i instrukcje, którymi autobusami dojechać do centrum. Tego dnia Jutrznia była po włosku. Pierwszy wykład małżeństwa Włochów: Paolo i Maria Aminti z Florencji o Komunii w Rodzinie. Był to zgrany dwugłos podparty ciekawymi przezroczami: malarstwo włoskie – sceny biblijne dotyczące historii Mojżesza (rola 3 kobiet) i Święta Rodzina.
        W czasie przerwy na kawę Urszula dopadła nas z wiadomością, że włoski diakon, kazał jej rozmawiać z jakimś nowym Polakiem. Okazało się, że ten Polak to abp Ryłko, który miał w tym dniu celebrować Mszę św., porozmawiałyśmy chwile póki nie zjawił się Opat. Msza św. była częściowo po łacinie, bo mimo Vaticanum II to jest wspólny język, którym modlą się wszyscy. W procesji z darami szli murzyni, bardzo wysocy, ubrani w stroje z naszywanymi koralikami a mężczyźni mieli na głowach opaski z koralików. Szli krokiem tanecznym przypominającym trochę “taniec” słonia. Podnosili nogi dość wysoko i potem spuszczali je tupiąc głośno, wszystko z zachowaniem rytmu i w dużym skupieniu.
        Po obiedzie wyruszyłyśmy do Rzymu. Kiedy stałyśmy na przystanku obok ośrodka czekając na autobus, otwarła się brama i koło nas zatrzymał się samochód, a abp Ryłko po włosku spytał czy jedziemy do Rzymu. Odpowiedziałyśmy po polsku, że jedziemy na grób Jana Pawła II, wsiadłyśmy i zostałyśmy podwiezione pod kolumnadę na Placu św. Piotra, wprost do kolejki do bramek.
        Specjalnym wejściem poszłyśmy do podziemi. Szłyśmy i miałyśmy oczy w mokrym miejscu, bo co innego przeżywać śmierć i pogrzeb w Polsce, a co innego iść na grób. Znajomy ksiądz nauczył nas, że można zatrzymać się w specjalnie odgrodzonym miejscu, żeby się pomodlić. Zatrzymałyśmy na 5 dziesiątek różańca. Ludzie różnych wyznań szli bez przerwy i modlili się w skupieniu. Jakieś dziecko poprosiło o potarcie o grób różańca, kiedy nadjechali chorzy na wózkach zostali dopuszczeni tuż do grobu, śmierć niczego tu nie zmieniła.
        Wróciłyśmy gładko startując z Placu Weneckiego i zdążyłyśmy na kolację ale straciłyśmy Nieszpory anglikańskie z udziałem kobiet kapłanów. Wieczorem był koncert w kaplicy, oprócz Opata Prymasa (flet) i siostry Celiny Litwinki (skrzypce) na organach koncertował nasz Opat i zawojował do reszty całe towarzystwo. On skromnie twierdził, że to nic wielkiego, fakt, że nie były to jakieś wspaniałe organy tylko instrument elektryczny.
        Tematem roboczym na spotkaniach w grupach językowych w tym dniu była komunia w rodzinie i w środowiskach, w których żyjemy i pracujemy.
Oto oficjalne podsumowanie:
        Sytuacje rodzinne mogą być różne, tam gdzie mąż i żona są oblatami wspólnie wędrują drogą życia wyznaczoną przez św. Benedykta. Jej fundamentem jest modlitwa i związek z opactwem. Ta “duchowa” podróż przemienia życie rodzinne, które jest znakiem sprzeciwu wobec “kultury śmierci” (sekularyzacji) panoszącej się w świeci współczesnym. Oblat, którego współmałżonek nie podąża drogą św. Benedykta, tym bardziej powinien mieć świadomość, że jest świadkiem Chrystusa. Powinien umieć przebaczać, znajdować czas na medytację, być uwrażliwiony na potrzeby innych, być dla nich wsparciem w trudnych chwilach. Najważniejsza jest gotowość do współżycia w duchu miłości i zrozumienia. Aby to osiągnąć należy kierować się zasadą, aby niczego nie stawiać ponad Boga, modlić się, całą ufność pokładać w Panu, który wie co jest dobre dla każdego z nas.
        Nasze stosunki z krewnymi, przyjaciółmi i znajomymi powinny być w podobnym duchu. W związku z tym często stajemy wobec trudnych wyzwań. Musimy na wstępie uznać niepowtarzalność każdego z nas i pamiętać, że wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi zasługującymi na szacunek i miłość. Potrzebna do tego jest gotowość przebaczenia i otwartość serca. Musimy mieć świadomość, że jesteśmy narzędziami w ręku Boga i robić wszystko z głębokim przekonaniem, żeby nasze świadectwo było wiarygodne. Wielu oblatów angażuje się w różne przedsięwzięcia na rzecz innych, starają się, żeby cechowała ich uprzejmość w codziennych kontaktach z ludźmi. To wszystko musi mieć oparcie w modlitwie, a zwłaszcza w modlitwie wstawienniczej za innych, którzy są dla nas darem Bożym.
        Czwartego dnia Jutrzni śpiewnej po francusku, przewodniczył ojciec z Senegalu, ale całkiem biały, podobnie jak ojciec z Japonii, który nie był skośnooki, obaj misjonarze.
Potem była kolejna sesja. Zapowiedziany był dwugłos siostry benedyktynki z Indii i muzułmanina z Pakistanu. Zaczęła siostra Iona Misquitta ubrana w kawowe sari, sama też kawowa w okularach. Wyciągnęła plik kartek i zaczęła je monotonnie czytać. Miała mówić o dialogu między-religijnym. Tak mniej więcej około 10:50 o. Luigi Bertocchi OSB (koordynator całego Kongresu) pociągnął siostrę za rękaw i powiedział, że mamy 50 minut opóźnienia a ona nie doszła nawet do 2/3 wystąpienia i nie myślała rezygnować z reszty. Przerwali jej jednak i głos oddali pakistańczykowi , który podobnie do V. Borzakoskiego urodził się w Ameryce i mieszka w Rzymie, kilka lat był w Pakistanie. Miał mówić o Islamie i Soufismie, ale mówił, że terroryzm to wynik złego podejścia wyznawców innych religii do muzułmanów. Twierdził, że uważając ich za terrorystów stymulujemy w nich agresje i podpierał się psychologią. W przeciwieństwie do siostry nie czytał i zmieścił się w 5 minutach tak, że prawie zniwelował opóźnienie. O. Luigi podkreślił, że siedzą ramię w ramię przedstawiciele walczących ze sobą państw i że jednoczy ich wiara w Jedynego Boga.
        Eucharystii zgodnie z planem przewodniczył kardynał Crescenzio Sepe. Tego dnia Maltańczyk Sergio składał przyrzeczenia oblackie. Wprowadzał go o. Luigi, bo Sergio będzie oblatem San Anselmo w Rzymie. Było bardzo uroczyście.
        Tego dnia zamiast na spotkanie w grupach językowych Opat i Teresa Lubowiecka poszli na spotkanie koordynatorów krajowych oblatów niemieckojęzycznych. Duch święty działał, bo wnioski mieliśmy podobne choć przygotowywane niezależnie.
        O 19:15 zebraliśmy się w kaplicy na Nieszporach prawosławnych. “Starzec z Hollywoodu” przyprowadził jeszcze jednego duchownego i trzyosobowy chórek: dwie dziewczyny i młodzieniec, który niewiarygodnie szybko powtarzał “Hospody pomyłuj” widać musiał się zmieścić w czasie krótszym niż zwykle. Na fotelu dla głównego celebransa za ambonką postawili obraz Bogurodzicy, którego nikt nie widział. “Starzec” miał dużą rozpiętość głosu od głębokiego basu, do bardzo wysokiego, chórek śpiewał jakby ich było 10 razy tyle, a modlili się między innymi za Aleksego patriarchę Moskwy. Na zakończenie ofiarowali o. Luigiemu “ikonę” coś w stylu naszych obrazków odpustowych.
        Po kolacji był dalszy ciąg spotkania koordynatorów krajowych w którym uczestniczył Opat Prezes. Było to przygotowanie do podsumowania Kongresu. Każdą wypowiedź początkowo tłumaczono na 5 języków, ale dla przyspieszenia obrad wyeliminowano tłumaczenie na hiszpański. Opat Prezes pobłogosławił nas już dobrze po 23, tylko dlatego tak szybko, bo kierowca odwożący mieszkających poza Salesianum zbuntował się, że dłużej nie będzie czekał.
        W piątek przedpołudniem zebraliśmy się wszyscy w auli na podsumowanie obrad. Koordynatorzy z Nigerii, Irlandii, USA, Niemiec, Filipin, Australii, Francji, Hiszpanii i Włoch kolejno mówili na temat roli klasztoru, Liturgii, i lectio divina, w życiu oblatów oraz o tym co wnosimy do naszych rodzin i otaczającego nas świata. Z ich wypowiedzi wynika, że dla oblatów klasztor jest szkoła modlitwy, Reguła uczy nas jak harmonijnie godzić modlitwę z pracą i wypoczynkiem. Klasztor to miejsce wyciszenia, gdzie uczymy się słuchać Boga i mnichów, którzy często są naszymi kierownikami duchowymi. Liturgia Godzin powinna być odmawiana w łączności z klasztorem, modlitwa przemienia nas, a Eucharystia – źródło i szczyt to szkoła miłości. Lectio divina prowadzi do medytacji i konieczne jest dla pogłębienia naszej modlitwy a także więzi osobowej z Bogiem. Podkreślono wyjątkową pozycję w rodzinie ojca, zwłaszcza we wspólnej modlitwie. Na spotkania w klasztorze powinny przyjeżdżać całe rodziny. Życie powinno pozostawać w zgodzie z modlitwą. Wobec innych ludzi jesteśmy świadkami, nasz ruch powinien stać się misyjny. Na początek Regułę św. Benedykta należy przetłumaczyć na różne języki. Powinniśmy pomagać samotnym, swoją postawą leczyć z agresji. Poruszające okazało się świadectwo oblatów z Filipin, którzy byli animatorami modlitwy różańcowej podczas wojny domowej. Z różańcami w rękach ruszyli na spotkanie czołgów i zmusili wojsko do kapitulacji. Przedstawiciel Australii pięknie podsumował obrady Kongresu, kiedy stwierdził, że przyjechaliśmy tu jako jednostki a wyjeżdżamy jako wspólnota.
        Jako ostatni zabrał głos Opat Prezes Notker Wolf. Stwierdził, że stanowimy wielką rzeczywistość. Wiąże nas Pismo Święte i Reguła św. Benedykta, a centrum życia jest lectio divina. Medytacja przemienia nas dzięki łasce Ducha Świętego. Święty Benedykt zmienił oblicze Europy, my możemy dużo więcej. Miał On wizję, w której zobaczył cały świat w promieniu światła Bożego. Jesteśmy zjednoczeni z Bogiem a przez Niego z całym światem. Na kongresie doświadczyliśmy uniwersalizmu duchowości benedyktyńskiej w różnorodności kultur. Był to rodzaj rekolekcji, których tematem była komunia z Bogiem, z klasztorem i światem. Poznaliśmy świeżość wiary w Afryce i na Filipinach. Zobaczyliśmy jak ważna jest rodzina, jak potrzebna solidarność. Naszą siłą jest Jezus Chrystus, żyjemy nadzieją zjednoczenia z Nim. Opat Prymas stwierdził, że nie czuje się wodzem, ale Mojżeszem prowadzącym swój naród przez pustynię do Ziemi Obiecanej. Lud Boży pielgrzymuje przez pustynię, w centrum jest Bóg, dzięki odnowie Liturgii po Vaticanum II. Oblatura jest Ruchem bez pieniędzy i władzy mimo to możemy pokornie ofiarować wiele darów jak Mędrcy ze Wschodu w Betlejem. Jesteśmy Ruchem duchowym w rękach Boga.
        Zakończył zaproszeniem na kolejny Kongres za 4 lata, który ponownie odbędzie się w Rzymie w odnowionym Anselmianum.
Tego dnia popołudniu mieliśmy czas wolny na zwiedzanie Świętego Miasta czego nie było w pierwotnym programie.
        Sobota nietypowo zaczęła się od śniadania, bo Jutrznie odmawialiśmy w autokarze, który wiózł nas na Monte Cassino, gdzie podczas Mszy św. miałyśmy śpiewać Psalm resposorialny. W śpiewie miała nam pomagać siostra Celina Litwinka rozumiejąca trochę po polsku. Najważniejsze, że umiała czytać nuty, głos miała mocny, ale śpiewała bardzo wysoko w przeciwieństwie do nas. Ponieważ wcześniej nie było czasu to w jadalni na serwetce o. Opat zapisał to, co zanuciła mu Jasia i ona z tym zapisem nutowym powędrowała do autobusu.
        Wiozłyśmy do rozdania ludziom 300 kserowanych kopii Psalmu, ale bez zapisu nutowego. Nie miałyśmy czasu, żeby się tym przejmować, bo układałyśmy modlitwę wiernych. O tym, że to też do nas należy dowiedziałyśmy się od o. Opata w ostatniej chwili. W autobusie na kolanie trzęsącą ręką nabazgrałyśmy bardzo lakoniczne wezwania. Stwierdziłyśmy, że Pan Bóg najlepiej wie czego potrzeba, Papieżowi, biskupom, oblatom, naszym bliskim żyjącym i zmarłym i nam samym, a z uczestników i tak nikt nie zrozumie naszej modlitwy. Kiedy chorwacki ceremoniarz zobaczył te gryzmoły trzy razy pytał Urszule czy na pewno będzie umiała to odczytać. Za cztery lata musi wszystko być gotowe już w Polsce, wszyscy inni mieli wydrukowane, powielone, zszyte nawet wtedy kiedy było to po chińsku, japońsku i koreańsku.
        Przyjechaliśmy do opactwa około godzinę przed Mszą św. Czas upłynął na pisaniu kartek (był to ostatni moment), robieniu zdjęć. Potem nagle okazało się, że nas szukają, że dawno powinnyśmy być w zakrystii. Urszula została z 300 kartkami sama i usiłowała rozdać je przy pomocy zwerbowanych w ostatniej chwili Czeszek zdziwionym oblatom, którzy już wcześniej dostali komplet od pozostałych dobrze przygotowanych uczestników Liturgii. Kamień z serca spadł mi kiedy okazało się, że będziemy śpiewać obok organów ukrytych za głównym ołtarzem. Był tam jakiś dziwny system nagłośnienia, ale najważniejsze było to, że nas tam prawie nikt nie widział. Ubrałyśmy się uroczyście w białe bluzki, ale w porównaniu z resztą świata było to więcej niż skromne ubranie. Za cztery lata stroje krakowskie i śląskie obowiązkowe. Organista w lot podchwycił melodie, zrobiłyśmy wreszcie próbę z siostrą. Siedziałyśmy w przepięknych stalach w prezbiterium tuż obok św. Benedykta i św. Scholastyki, bo ich trumny umieszczone są w głównym ołtarzu, to też podnosiło nas na duchu.
        Głównym celebransem był opat Monte Cassino w szatach biskupich. Wszyscy oprócz nas dostali książeczki z tekstami i nutami do części stałych, co gorsza nie dostałyśmy także tekstów przyrzeczeń oblackich, które wszyscy uroczyście odnawialiśmy właśnie na Monte Cassino. W takich okolicznościach pociechą jest tekst z 8 rozdziału Listu do Rzymian, gdzie św. Paweł pisze, że jak nie umiemy się modlić robi to za nas Duch Święty. Siostra pochwaliła nas, bo udało się nam równo, jednym głosem odśpiewać wszystkie zwrotki. Tylko na początku widziałam konsternacje na twarzach mnichów. Opat wymyślił jako międzynarodowy refren Psalmu “Alleluja”. W momencie kiedy zaczęłyśmy Allelujać ojcowie nie wiedzieli czy wstawać, czy może Psalmu wcale nie będzie. Nie wiem co działo się w kościele.
        Urszula bez zająknięcia odczytała modlitwę wiernych, my zaintonowałyśmy już na luzie Kyrie (podobnie jak Alleluja zastępowało nasze polskie “Wysłuchaj nas Panie”). Na znak pokoju ucałowałyśmy się z Jasią i uściskały z siostrą. Ta Msza św. to dla mnie (TL) był punkt kulminacyjny całego Kongresu. Miejsce, bliskość św. Benedykta, koniec niepokoju, odnowienie przyrzeczeń.
        Po Mszy św. poszliśmy do ogromnego refektarza, gdzie na każdego czekała papierowa torba z suchym prowiantem. Potem podzielono nas na grupy językowe i oprowadzono po opactwie. W gronie oblatów niestety nikt poza nami nie był zainteresowany odwiedzeniem mogił naszych żołnierzy, a my same zbyt zmęczone, żeby tam pójść.
        Po powrocie przy kolacji dostaliśmy wszyscy w prezencie książki z tekstami referatów, z dedykacją o. Notkera Wolfa (zacytowaną na początku sprawozdania), a do tego płytka CD z tymi tekstami tyle, że tłumaczonymi na różne języki. Okazało się, że zmieniono plan na niedzielę. Ogłoszono, że Msza św. połączona z Jutrznią będzie o 8 rano, bo część osób prosto z Castel Gandolfo jechała na lotnisko.
        Miał to być dzień chorwacko-filipiński, śpiewy byłyby pewniej bardziej uroczyste, gdyby nie pośpiech przed wyjazdem do Castel Gandolfo. Nasz udział w modlitwie Anioł Pański nie był specjalnie przygotowany. Nie mieliśmy wspólnego elementu, który by nas wyróżniał. Tylko nieliczni pomyśleli o teczkach z Logo Kongresu, a był to przedni pomysł. Żadnego okrzyku czy pozdrowienia. Podstawiono tylko autobusy, którymi nie jechaliśmy zbyt długo, dzięki naszemu położeniu geograficznemu za opłotkami Rzymu. Castel Gandolfo położone jest na zalesionych pagórkach, można je porównać z naszymi Myślenicami. Z parkingu musieliśmy się wyspinać do Pałacu Papieskiego, na niewielki placyk, gdzie zastaliśmy sporą, różnojęzyczną kolejkę, która im bliżej wejścia na dziedziniec robiła się grubsza. My potulnie powędrowaliśmy na koniec. O. Opat wykazał się znajomością realiów włoskich i przewidująco zabrał parasol, który mimo że czarny dawał cień a my smażyłyśmy się w południowym słońcu.
        Udało się nam dzięki opiece naszych Aniołów Stróżów wejść do środka na dziedziniec, spora jednak część została za bramą przed telebimem, na którym może Ojciec Świętej był lepiej widoczny, ale jak wiadomo to nie bezpośredni kontakt z żywym człowiekiem.
        Dziedziniec jest nachylony tak, że stojący z tyłu widzą dobrze okno papieskie nawet jeżeli przed nimi stoi ktoś wyższy. Rozpięty jest nad nim dach, który daje cień i chroni w razie czego przed deszczem, a ponieważ jest z cienkiego materiału jest pod nim jasno. Nastrój był radosny. Polaków było bardzo dużo. Ktoś zaintonował Barkę oczywiście włączyłyśmy się i od razu zyskałyśmy sympatię naszych sąsiadów Niemców i Irlandczyków. Nasi niemieccy oblaci stali wszyscy razem i to oni zaintonowali Hymn Kongresu “Ubi caritas est vera, Deus ibi est” (melodia gregoriańska) i potem odśpiewali w odpowiedzi na pozdrowienie Benedykta XVI. Ćwiczyliśmy oklaski, okrzyki Benedetto i jeszcze śpiew Abba Ojcze.
        Najpierw zapaliło się światło w kilku oknach obok tego, z którego przemawia, modli się i błogosławi Papież. Potem spuścili obraz, na którego tle pokazuje się Ojciec święty. Wreszcie parę minut przed 12 pokazał się w oknie Benedykt XVI. Powitanie było entuzjastyczne. Niemcy i Anglicy, którzy za życia naszego Ojca św. byli dość powściągliwi teraz są porównywalni z Hiszpanami. Papież nas zawstydził, bo przypomniał o wyborach w Polsce, które nam zupełnie wyszły z głowy i na które zabrakło nam czasu. Polacy skandowali “zapraszamy”, a Włosi “Benedetto” a byli chyba najliczniejsi i na pewno najgłośniejsi.
        Ostatnie chwile w Salesianum spędziłyśmy w ogrodzie, pomodliłyśmy się pod figura Matki Bożej w ogrodzie, potem kilka ostatnich zdjęć pod palmami, ostanie pakowanie i odjazd. Okazało się, że poza nami nie ma już nikogo i w czwórkę jechaliśmy autokarem przeznaczonym dla 40 osób.
        Na lotnisku dowiedzieliśmy się, że samolot ma półtorej godziny opóźnienia. O. Opat zaprosił nas na kolację do baru na lotnisku. Jedzenie było całkiem dobre, ale zajęło nam to tylko około godziny. Potem poszliśmy do innego baru na capuccino. Przy odprawie bagażu okazało się, że opóźnienie uległo wydłużeniu i że mamy odlot już jutro tzn. 40 minut po północy. Już bez bagażu odszukaliśmy kaplicę i tam najpierw odmówiliśmy Nieszpory, a potem odprawiliśmy wspólne Lectio Divina. O. Bernard zaproponował odczytanie fragmentu 2 Rozdziału Listu do Filipian, najpierw w całości, potem po jednym zdaniu. Następny etap to było odczytanie kolejnych zdań w pierwszej osobie jako modlitwy osobistej. Na koniec już spontanicznie modlitwa tekstem tego listu, ale nie po kolei tylko tym co obudził w nas tekst.
Na lotnisku w podkrakowskich Balicach wylądowaliśmy szczęśliwie około 3 nad ranem.
 

Zapraszamy na stronę o oblatach
http://www.tyniec.benedyktyni.pl/pl/wspolczesny/oblaci.asp