| |
Pełni dobrej gorliwości
Już czwarty rok z rzędu w majowy dzień
skupienia gromadzimy się z dala od Tyńca, ale tak, jak w poprzednie
lata w miejscu związanym z zakonem św. Benedykta, tym razem na Łysej
Górze w sanktuarium Świętego Krzyża. Podobnie jak w zeszłym roku
jedziemy busikiem w trzynaście osób nie licząc pana kierowcy.
Startujemy w Tyńcu, potem na dwóch przystankach: koło Jubilata i
przy placu Kleparskim zbieramy resztę załogi. Po wyjechaniu z miasta
rozpoczynamy dzień od Jutrzyni. Po czym w oparciu o książkę o. Pawła
Sczanieckiego „Benedyktyni polscy” przypominamy sobie benedyktyńskie
korzenie i historię miejsca, które jest celem naszej pielgrzymki.
Klasztor ufundowany w XI wieku przez króla
Bolesława, ale ponieważ historia nie jest nauką ścisłą jedni
twierdzą, że Chrobrego, a o. Paweł, że Szczodrego, miał profil
klasztoru kontemplacyjnego na wzór ewangelijnej Marii, tej która
obrała najlepszą cząstkę. Złoty okres klasztoru przypadł na wiek
XIV, kiedy to kościół pierwotnie pod wezwaniem Świętej Trójcy (jak
dowiedzieliśmy się na miejscu wezwanie było swoistą inkulturacją,
gdyż kościół powstał na miejscu gdzie w czasach pogańskich czczono
Śwista, Pośwista i Pogodę) stał się sanktuarium Świętokrzyskim, w
którym liczni pielgrzymi oddawali cześć relikwiom Krzyża Świętego.
Dotarły one na to miejsce z Węgier, jak głosi legenda za sprawą
królewicza św. Emeryka.
Wielkim dobrodziejem klasztoru był król Jagiełło, który do swego
herbu przyjął dwuramienny krzyż łysogórski. Opat benedyktyński
Mikołaj Drozdek zwany Mniszkiem był ojcem duchowym króla, za jego
wskazaniem Jagiełło boso, a nie jak my busikiem, pielgrzymował
wielokrotnie do sanktuarium. Kiedy do spraw benedyktyńskich, po
śmierci opata Mikołaja, wmieszała się za sprawą bp Oleśnickiego
polityka, klasztor i życie religijne poczęły podupadać. Do
podźwignięcia się mocno zdziesiątkowanej wspólnoty przyczynił się w
XVII wieku opat Michał Maliszewski, który mimo że nadany przez króla
był po prostu dobrym opatem. Odbudował morale i religijność mnichów,
zrujnowane budynki, za jego czasów wzbogaciła się biblioteka
klasztorna i nawiązano stosunki z benedyktynami włoskimi zwłaszcza z
opactwem na Monte Cassino. Niestety podobnie do innych klasztorów
podczas zaborów, Rosjanie dokonali kasaty i ostatni opat
świętokrzyski Józef Nepomucen Niegolewski zmarł w Słupii Nowej
miasteczku położonym u stóp Łysej Góry. Zabudowania klasztorne
zamieniono na więzienie najpierw carskie, potem w okresie
międzywojennym dla skazanych na dożywocie, wreszcie podczas wojny na
niemiecki obóz jeniecki dla żołnierzy radzieckich. Tej czarnej
karcie w dziejach sanktuarium poświęcona jest jedna z sal muzeum,
które zwiedzaliśmy po przybyciu do celu naszej pielgrzymki.

Dołączyli tam do nas „indywidualiści”, którzy
dotarli swoimi samochodami. Spotkaliśmy się z bardzo serdecznym
przyjęciem obecnych gospodarzy miejsca – Oblatów NMP misjonarzy.
Oddali do naszej dyspozycji swoją kaplicę i salkę seminaryjną jedyny
mankament, że mieściły się one na czwartym piętrze budynku
seminaryjnego i trzeba było wspiąć się do nich po sporej ilości
schodów. Drugim utrudnieniem był, na szczęście chwilowy, brak wody.
Po zwiedzeniu kościoła, muzeum i adoracji Drzewa Krzyża, wspięliśmy
się do kaplicy na Mszę Świętą podczas której modliliśmy się za
zmarłych: Ojca Steni Wróblewskiej-Siemek i ojca brata Jarka
(nowicjusza z Tyńca), którzy mieli w tym czasie pogrzeb, za
nieobecnych oblatów i w intencjach osobistych.

Potem przenieśliśmy się (na szczęście na tym
samym poziomie) do salki, gdzie czytaliśmy kolejny 72. rozdział
Reguły św. Benedykta
„O dobrej gorliwości, jaką mnisi mieć powinni”, a o. Włodzimierz
komentował go. Dotąd omawialiśmy podstawowe zasady życia we
wspólnocie mnichów zawarte w początkowych rozdziałach
Reguły. Pod koniec
Reguły, w rozdziałach
stanowiących testament św. Benedykta, wraca on do tych spraw. Do
tego cyklu należy rozdział 72, który zaczyna się od słów:
Podobnie
jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga
i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od
grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego.
Niezależnie od powołania i od etapu życia,
powinniśmy dobro i miłość wybrać w sposób zdecydowany. W świecie, w
którym żyjemy toczy się walka. Toczy się ona również w naszym sercu
między dobrem i złem, i do zwycięstwa dobra potrzebna jest
determinacja, bo zło sieje się samo. Taka postawa jest bardzo ważna
nie tylko w klasztorze, ale też w małżeństwie, bo pomaga rozwiązywać
nieuniknione problemy.
W początkowych rozdziałach Reguły miłość nie
jest tak wyeksponowana, jak właśnie w testamencie św. Benedykta.
Ta więc
właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu
żarliwej miłości tak,
aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali . Niech słabości
swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się
nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za
pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego.
W adhortacji Vita Consecrata Ojciec Święty
mówi, że osoby konsekrowane powinny być mistrzami życia w komunii,
życia wspólnotowego. Reguła
podaje sposoby realizacji takiego życia czerpiąc ze skarbca Pisma
Świętego. Na przykład jest o tym mowa w 3. rozdziale Listu do
Kolosan:
Jako więc
wybrańcy Boży - święci i umiłowani - obleczcie się w serdeczne
miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni
drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby miał ktoś zarzut
przeciw drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy! Na to zaś wszystko
[przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami
waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście
wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! Słowo Chrystusa niech w
was przebywa z [całym swym] bogactwem: z wszelką mądrością
nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni
pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. I
wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko [czyńcie]
w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego (Kol 3,12–17).
Największa mądrość życia monastycznego polega
na tym, że mnisi starali się tak zorganizować swoje życie, by
realizować w praktyce wskazania Ewangelii Chrystusa. Święty Benedykt
w swoim testamencie pisze:
Niech
darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską. Niech
Boga boją się dlatego, że Go miłują . Opata swego niech kochają
miłością szczerą i pokorną. Niech nic nigdy nie będzie dla nich
ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do
życia wiecznego.
W początkach Kościoła chrześcijanie byli
wychowywani na Księgach Mądrościowych Starego Testamentu. O zasadach
życia dowiadywali się właśnie z nich, dowiadywali się o tym, że
bojaźń Boża jest początkiem mądrości. Jest ona podstawową wartością
także dla św. Benedykta, który jednak od razu mówi, że powinna
wynikać z miłości. Tę rolę jaką w Starym Testamencie odgrywała
bojaźń Boża w chrześcijaństwie spełnia pokora. Ostatnie zdanie
rozdziału 72. uświadamia nam, że do Boga nie idziemy „solo”, idziemy
razem, każdy ma w tym udział.
Posileni obiadem zaserwowanym w piwnicy, po
kolejnej wspinaczce po schodach, zebraliśmy się na wspólne czytanie
Pisma Świętego – Lectio Divina. Wybrany fragment to Modlitwa
Arcykapłańska Pana Jezusa z 17. rozdziału ewangelii wg św. Jana, bo
72. rozdział Reguły jest
odpowiedzią nią. Mamy odtąd wprowadzić ten nowy punkt do programu
dnia skupienia, a od przyszłego miesiąca na zakończenie (po godzinie
czytań) chętni będą spotykać się na dzielenie się tym, co odezwało
się w nich echem, po spotkaniach: nad Regułą i Pismem Świętym.
Modlitwa Arcykapłańska składa się z trzech
części. W pierwszej Chrystus modli się o to, aby dzieło, które
podjął wypełniając wolę Ojca, dokonało się, i aby Ojciec otoczył Go
chwałą, bo kończy misję jako Człowiek. Misję, w której Ojciec daje
Mu ludzi, a On doprowadza ich do końca – do poznania i życia
wiecznego; przy czym poznanie w języku biblijnym nie oznacza
poznania intelektualnego tylko bliską zażyłość taką, jak np. między
mężem i żoną.
Druga część modlitwy dotyczy uczniów Chrystusa,
którą Jezus mówi z pozycji jakby zmartwychwstałego, mimo, że
wypowiedziana została jeszcze przed śmiercią, zmartwychwstaniem i
zesłaniem Ducha Świętego. Chrystus mówi: „Przyszła chwila” co
oznacza, że właśnie się dokonuje to o czym mówi, chwila obejmuje te
trzy wydarzenia razem, nie traktując ich historycznie. Dzieło
doprowadzenia ludzi do pełni komunii rozpoczął Ojciec, Syn je podjął
i przekazuje Duchowi Świętemu. Wyznanie:
Wszystko Twoje jest Moje, a
Moje jest Twoje ma sens nie tylko posiadania, ale także oddania
tego, kim się jest. To stwierdzenie określa istotę komunii.
Uczniowie dostali światło od Ojca, a Pan Jezus ich w tym zachował.
Modli się, aby Ojciec ustrzegł ich od złego, wie że będą
prześladowani, bo nie są ze świata. Podobnie teraz, mimo że wielu
tego nie dostrzega, ludzie, którzy autentycznie żyją Ewangelią,
dostają od świata po głowie, niekoniecznie od ateistów i masonów,
często od swojego biskupa czy proboszcza, bo niestety świat jest
także w Kościele.
Trzecia część dotyczy tych, którzy uwierzą,
czyli nas. Chrystus modli się:
Nie tylko
za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć
we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w
Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, że Ty
Mnie posłałeś.
To jest największa prośba Pana Jezusa przed
śmiercią: aby byli jedno.
Niestety chrześcijaństwo od wieków jest
rozbite. Jest to największe antyświadectwo.
Przyczyna rozbicia leży w ludzkich ambicjach. Największy jednak
problem, a co za tym idzie największe zło, tkwi w tym, że ten stan
rzeczy jest podtrzymywany przez wieki.
Modlitwa Arcykapłańska pokazuje, jak konieczna jest determinacja
– dobra gorliwość, o której była mowa przy komentowaniu Reguły.
Człowiekowi bardzo łatwo jest pobłądzić, kiedy podda się wpływowi
świata i zaczyna myśleć porównawczo.
Jedność z Ojcem jest
najważniejszym świadectwem faktu, że Jezus-Człowiek jest Mesjaszem –
Synem Bożym. W tej modlitwie Pan Jezus jedyny raz używa słowa
„chcę”, kiedy mówi: Ojcze,
chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja
jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie
przed założeniem świata.

Ostatni raz sforsowaliśmy schody tym razem w
dół, aby na łączce przed Sanktuarium zrobić sobie „zdjęcie
strażackie”. Potem „indywidualiści” odjechali wprost do Krakowa, a
załoga busika po drodze w Jędrzejowie nawiedziła opactwo cystersów i
pomodlili się przy grobie bł. Wincentego Kadłubka. W drodze
powrotnej odmawialiśmy Godzinę czytań, Litanię Loretańską, Różaniec
i Nieszpory i ani obejrzeliśmy się, jak przyjechaliśmy do Tyńca
przed godziną 19-tą i o. Włodzimierz przykładnie udał się na
Nieszpory, a my rozjechaliśmy się do domów z oczami pełnymi bujnej
wiosennej zieleni a sercami przepełnionymi wdzięcznością i dobrą
gorliwością do budowania braterskiej wspólnoty.
PS. Kiedy wysiadłam z auta na podwórku koło domu, pod drzewem pod,
którym zaparkowałam stała oparta miotła. Pierwsza moja myśl była:
czy nie skorzystać i nie wrócić na niej na Łysą Górę …?
* * *
II KRAJOWY ZJAZD OBLATÓW BENEDYKTYŃSKICH
Tyniec, 07 – 10.11.2008 r.
Wspólnota Oblatów Benedyktyńskich przy Opactwie św. Piotra i
Pawła w Tyńcu organizuje II Krajowy Zjazd Oblatów Benedyktyńskich,
który odbędzie się pod hasłem:
Wyzwania religijne współczesnego świata a
odpowiedź benedyktyńska.
Zjazd odbędzie się w dniach 07.11. – 10.11.2008 r. w Opactwie św.
Piotra i Pawła w Tyńcu.
Celem Zjazdu jest wymiana myśli i doświadczeń osób świeckich
żyjących wg Reguły św. Benedykta w obliczu narastających w świecie
procesów dechrystianizacji. Chcemy wyjść naprzeciw tym wyzwaniom w
wymiarze społecznymi i osobistym korzystając z głębi myśli św.
Benedykta. Wspólne refleksje powinny wzmocnić naszą tożsamość, by
skutecznie odpowiadać na wyzwania stające przed nami na co dzień.
Wspólne spotkanie pozwoli także wzmocnić się wzajemnym świadectwem
wiary.
Do udziału serdecznie zapraszamy wszystkich Oblatów związanych z
klasztorami o Regule św. Benedykta, a także osoby otwarte na
duchowość monastyczną.
Koszty związane ze Zjazdem obejmować będą: noclegi i wyżywienie
uczestników, a także pobyt i podróż prelegentów i wyniosą około 250
zł od osoby.
Uprzejmie prosimy o potwierdzenie udziału w Zjeździe do dnia
30.06.2008 r.
- pocztą na adres: Wielebny Ojciec
Przeor Włodzimierz Zatorski, Benedyktyńskie Opactwo Świętych
Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, ul. Benedyktyńska 37, 30-398
Kraków
- lub faxem: 012 658 49 74
- lub e-mailem:
teresa@tyniec.com.pl
Prosimy także o wpłatę zaliczki w wysokości 50,00 zł na
konto:
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu: 08 1240 1444 1111 0010 1184 4676
z dopiskiem: Zjazd Oblatów do dnia: 30.09.2008 r.
Do pobrania:
- szczegółowy plan zjazdu
(format *.rtf)
- karta zgłoszenia
Pokój z Wami,
Włodzimierz Zatorski OSB
Prefekt Oblatów Tynieckich
* * *
Wspomnienie o Alinie Rumun
Dnia 14 września 2007 r., w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego w
Domu Pomocy Społecznej w Podgórkach Tynieckich zmarłą Alina Rumun,
pielęgniarka i oblatka tyniecka.
 Urodziła się 15 lipca 1924 r. W Zawierciu. Po trudnym okresie
wojennym i ukończeniu gimnazjum podjęła naukę w Uniwersyteckiej
Szkole Pielęgniarsko-Położniczej w Krakowie. Po uzyskaniu dyplomu w
roku 1948 pracowała na różnych oddziałach szpitalnych, w poradniach
i ambulatoriach o różnym profilu, zdobywając w ten sposób nadzwyczaj
bogate doświadczenie pielęgniarskie.
Przełomowym momentem w życiu Aliny Rumun było
podjęcie współpracy w roku 1958 z Hanną Chrzanowską, obecnie
kandydatką na ołtarze, inicjatorką Pielęgniarstwa Parafialnego w
Archidiecezji Krakowskiej. Alina stała się Jej prawą ręką, a po
śmierci Hanny w 1973 roku, kontynuatorką tego dzieła, które
prowadziła do roku 1995 z ogromnym zaangażowaniem. Potem jeszcze do
końca życia, utrzymywała kontakt korespondencyjny ze swoimi
podopiecznymi.
W pielęgniarstwie domowym chodziło o wyszukiwanie ludzi
przewlekle i nieuleczalnie chorych, nie opuszczających swoich domów,
często także biednych i osamotnionych i objęcie ich pomocą i opieką
pielęgniarską. Do współpracy wciągano oprócz pielęgniarek siostry
zakonne i wolontariuszy świeckich (m.in. studentów), których
przygotowaniem do pracy z chorymi zajmowała się także Alina.
Opieka nad chorymi nie ograniczała się tylko do pomocy w ich
problemach zdrowotnych i bytowych. Zwracano również uwagę na ich
potrzeby psychiczne i duchowe. Z czasem powstała inicjatywa
organizowania wyjazdów chorych w grupach na wypoczynek połączony z
rekolekcjami, najpierw do Trzebini, potem do Nowej Wsi k. Dobczyc i
do innych ośrodków.
Przy tej okazji dał się poznać wybitny zmysł organizacyjny Aliny
Rumun. Organizowała dowożenie chorych w oparciu o ludzi dobrej woli,
włąścicieli prywatnych samochodów, co w „tamtych czasach” było
nielada wyczynem. Potrafiła znaleźć księdza gotowego do głoszenia
nauk i towarzyszenia chorym. Umiała zebrać komplet pracowników
złożonych z zakonnic, kleryków i młodzieży oraz pań prowadzących
kuchnię. Wyposażenie domu, w którym odbywały się rekolekcje było
bardzo skromne, ale funkcjonalne. Alina umiała wykorzystać wszystko,
co już nie było potrzebne komuś innemu, co dało się jeszcze
naprawić, co można było zrobić we własnym zakresie. Nie znosiła
marnotrawstwa i bałaganu.
Potrafiła stworzyć pogodną atmosferę. Zachęcała wolontariuszy do
organizowania ognisk ze śpiewem przy gitarze, skeczami itp. Chorzy
wyczuwali, że Alina oddaje im wszystkie siły, cały swój czas i całe
serce. I za to Ją kochali i szanowali.
Źródłem, z którego Alina czerpała, była Jej żywa wiara, głęboka,
rzetelna wiara, codzienne uczestnictwo we Mszy świętej, umiłowanie
Pisma Świętego i rzeczywiste oddanie się Panu Bogu jako oblatka
benedyktyńska. Przyrzeczenia oblackie złożyła w 1957 roku i była im
wierna do końca życia. W naszych wspomnieniach pozostała jako osoba
niezwykle uczciwa, szczera i prosta, życzliwa dla wszystkich,
ogromnie pracowita, wymagająca od siebie i zdyscyplinowana, a przy
tym obdarzona dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie i swoich
dolegliwości, także w ostatnim okresie życia. Powiedziała kiedyś:
„Nie masz pojęcia, jakie to irytujące, gdy się pamięta, że się
zapomina …”.
Międzynarodowy Czerwony Krzyż przyznał Alinie Rumun prestiżowy
Medal im. Florence Nightingale. Dnia 31 sierpnia 2007 r. Na
uroczystym posiedzeniu w sali Krakowskiego Magistratu, w imieniu
chorej Aliny medal odebrała Jej bliska współpracownica, s. Serafina
Paluszek. Na medalu czytamy: „Pamięci Florence Nightingale
1820-1910”, a na rewersie: „Za szczere miłosierdzie i
człowieczeństwo”.
Jednocześnie Alina Rumun otrzymała medal „Honoris gratia” od
prezydenta miasta Krakowa oraz medal im. Ks. Ferdynanda Machaya od
Związku Orawian, a także odznaczenie resortowe za zasługi w ochronie
zdrowia.
Pogrzeb śp. Aliny Rumun odbył się 15 września 2007 r. w
Zawierciu, z kościoła parafialnego pod wezwaniem śś. Apostołów
Piotra i Pawła.
[Opracowano na podstawie wspomnień oblatów tynieckich oraz
materiałów archiwalnych Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i
Położnych Polskich, oddział w Krakowie.]
* * *
Nasza laureatka

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście
jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. (Mt
25,40)
Alina
Rumun – oblatka tyniecka – została odznaczona przez Międzynarodowy
Komitet Czerwonego Krzyża z siedzibą w Genewie medalem Florence Nightingale. [Florence Nightingale (ur. 12 maja 1820 we
Florencji - zm. 13 sierpnia 1910 w Londynie) - angielska
pielęgniarka i działaczka społeczna, zwana również "Damą z lampą".
Jest uważana za twórczynię nowoczesnego pielęgniarstwa.]
Medal
ten powstał z inicjatywy IX Międzynarodowej Konferencji Czerwonego
Krzyża, która miała miejsce w 1912 roku w Waszyngtonie. Jest on
przeznaczony dla pielęgniarek lub woluntariuszek współpracujących z
Czerwonym Krzyżem lub Czerwonym Półksiężycem, które w szczególny
sposób odznaczyły się wielkim poświęceniem w swej pracy.
Alina Rumun została także odznaczona na wniosek Okręgowej
Rady Pielęgniarek i Położnych w Krakowie odznaczeniem: “Za zasługi
dla ochrony zdrowia”.
Odznaczenia
te są wyrazem uznania za jej ofiarną, wieloletnią służbę chorym
najpierw u boku sługi Bożej Hanny Chrzanowskiej, której pomagała w
organizowaniu pielęgniarstwa domowego. Po śmierci pani Chrzanowskiej
kontynuowała Jej dzieło.
Alina Rumun jest trzecią Polką uhonorowaną
medalem Florence Nightingale. Przed nią uznanie Międzynarodowego
Komitetu Czerwonego Krzyża uzyskały: W roku 1946 Anna Rydlówna
dyrektorka Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek i Higienistek w
Krakowie, medal zatrzymany przez Ministerstwo został jej wręczony
dopiero w 1967 roku oraz w roku 1975 Julia Nenko — major Sił
Zbrojnych na Zachodzie, przełożona sanitariuszek Brygady Karpackiej
a następnie Armii Andersa.
* * *
Podróż do przedsionków Nieba
Sobota,
12 maja 2007, godz. 7:05. Wyruszamy z Tyńca “busikiem” w 13 osób pod
wodzą o. Włodzimierza do Biskupowa. Dołączy do nas kilku
indywidualistów ze Śląska na własnych “kółkach”.
Jedziemy
autostradą wśród majowej zieleni lasów i pól i żółtych łanów
rzepaku. Po drodze odmawiamy Jutrznię i odprawiamy Lectio divina:
początek 1 Listu św. Jana. “Busik”, prowadzony wprawną ręką
kierowcy, dociera do celu po trzech godzinach jazdy.
Na
wzgórzu kościół , dom zakonny, dom gości i inne zabudowania,
jakiś stawek z kaczkami i małe stadko śnieżnobiałych gołębi — czyżby
znak bliskości Ducha Świętego? A jaki widok!
Łagodne pagórki tonące w zieleni, a na horyzoncie pasmo Gór
Opawskich. Jakiś przedziwny spokój ogarnia nas, patrzących na te
cuda.
Witają nas
serdecznie ojcowie , bracia i oblaci z Biskupowa. Najpierw witamy
Gospodarza domu: Pana Jezusa w kaplicy. Potem o. Marcin, prefekt
gości, zaprasza na spotkanie przy kawie i herbacie. Każdy się krótko
przedstawia: imię, zawód, ile lat w oblaturze … Ludzie w różnym
wieku, różnych zawodów, mniej lub bardziej związani z oblaturą, z
różnych miejscowości: z Krakowa i z Wrocławia, ze Skawiny i z Nysy,
z
Rudy Śląskiej i z Gliwic … a wszystkich łączy św. Benedykt.
Wspaniały przykład jedności w wielości. Od razu czujemy się jedną
rodziną.
Przechodzimy do
“wieczernika” — sali przerobionej ze … stajni. Ściany z surowej
cegły, arkady nadające wnętrzu dostojny charakter i płonący ogień na
kominku. Zasiadamy na ławach, a o. Ludwik przystępuje do
komentowania rozdziału 68 Reguły św. Benedykta:

“Jeśli
jakiś brat otrzymałby polecenia trudne lub zgoła niemożliwe do
wykonania, niechaj przyjmie wówczas rozkaz z całą łagodnością i
posłuszeństwem. Gdyby zaś się przekonał, że ciężar tego zadania
przekracza całkowicie jego siły, niech cierpliwie i w chwili
stosownej przedstawi przełożonemu przyczyny swojej niemożności,
jednak nie okazując pychy, nie sprzeciwiając się jego woli ani nie
odmawiając jej spełniania. Jeśli po tym wyjaśnieniu przełożony
rozkaz swój nadal utrzyma, podwładny musi wiedzieć, że tak właśnie
jest dla niego dobrze. Niechaj więc będzie posłuszny z miłości,
ufając w pomoc Bożą”.
Reguła św.
Benedykta została napisana w I połowie VI wieku, kiedy chrześcijanie
mieli żywą świadomość tego, że zostali stworzeni na obraz Trójcy św.
I — w konsekwencji — wspólnota Osób w Jej łonie jest wzorem każdej
wspólnoty eklezjalnej. Z upływem wieków w Europie nastąpiły zmiany w
kierunku “hiperindywidualizmu”. Boga zaczęto postrzegać jako yakiego,
do Którego można iść w pojedynkę, życie z Bogiem uważano za sprawę
prywatną. Takie podejście skutkowało “sumą świętych” a nie “komunią
świętych”.
Tymczasem Pan
Jezus, w przeddzień Swojej Męki, pokazał uczniom wzajemne
odniesienia między Osobami Trójcy św. Na ten obraz i podobieństwo
zostaliśmy stworzeni. Stąd to nowe przykazanie: “Abyście się
wzajemnie miłowali …”. Na pytanie: “Gdzie jest twój brat?” już nie
odpowiadamy: “Nie wiem”, ale: “Mój brat jest we mnie”. Ja
uczestniczę w jego życiu, a on w moim — to jest komunia.
Wracając do
tekstu Reguły:
Opat wydaje
polecenie. Brata “zatyka”. Ale jego stosunek do opata pozwala mu
zrozumieć, że obaj mają taką samą godność: powołanie do świętości,
ale różne zadania. Obaj wzajemnie troszczą się o siebie. Brat nie
daje opatowi okazji do gniewu poprzez odmowę. Stara się otrzymane
polecenie wykonać. Gdy okazuje się to za trudne, “w stosownej
chwili” zwraca się z tym do opata. A opat? Albo zmienia polecenie,
albo dobiera pomocników, albo utrzymuje polecenie znając możliwości
brata. Wtedy brat ma zaufać Opatrzności Bożej i być posłusznym “ex
caritate” — z miłości. Bo zasadniczą sprawą nie jest produkt tylko
miłość. Może się nie udać, ale wzajemna miłość zostanie zachowana.
Przechodzimy
do kaplicy w domu zakonnym . Wystrój kaplicy oszczędny, pomagający w
skupieniu. Na głównej ścianie zwycięski Chrystus na krzyżu, ze stułą
na ramionach, bo trwa Okres Wielkanocny.
Najpierw
adoracja Najświętszego Sakramentu. My się modlimy, podczas gdy
bracia krzątają się w kuchni.
Ale niebawem
jesteśmy już w komplecie: wszyscy miejscowi i goście z Tyńca na Mszy
św. W Liturgię Słowa wpleciona Modlitwa Południowa. Ewangelia według
św. Jana (15, 18–21).
W homilii o.
Włodzimierz nawiązuje do fragmentu 1 Listu św. Jana, czytanego po
drodze. Jest jakieś rozdarcie między Królestwem Bożym a światem.
“Bóg jest światłością i nie w Nim żadnej ciemności”. Żadnej!
Jesteśmy na polu walki, wezwani do udziału w światłości Boga. Siła,
która nas pcha do ciemności, jest “świat”. Ale nie świat jako
stworzenie, które odbija piękno Boga, lecz ten świat, który św. Jan
określił jako “pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pychę żywota”
czyli różne układy ludzkie. Ta walka duchowa rozstrzyga się w sercu
i polega na wyborze między miłością i niemiłością. Jezus Chrystus
pokazuje, jak tę walkę doprowadzić zwycięsko do końca. On zwyciężył
przez posłuszeństwo.
Ważny jest
wymiar wspólnoty tej walki. Święty Benedykt zalecał budowanie szkoły
Służby Pańskiej, w której uczymy się wybierać miłość. Punktem
centralnym wspólnoty jest Chrystus w Eucharystii, która jest źródłem
i szczytem życia chrześcijańskiego, szkoła komunii, która ma się
realizować w modlitwie, pracy i wzajemnych relacjach.
Po
Mszy św. Coś konkretnego dla ciała. Znowu przechodzimy do
wieczernika, w którym zamiast ławek pojawiły się stoły. Wprawdzie
każdy ma cztery nogi, ale kiedy one tutaj przyszły? Obiad uwieńczony
pysznym domowym ciastem.
Niektórzy, na zaproszenie o. Marcina, mówią o swojej przygodzie ze
św. Benedyktem. Jak wielu ludziom, każdemu, pomógł On spojrzeć
inaczej na codzienne problemy, przemienić i uporządkować życie …
Po obiedzie o.
Marcin oprowadza po klasztornych “włościach”. Zaczynamy oczywiście
od kościoła . Potem ogród warzywny, drzewka brzoskwini z zawiązkami
owoców, młody las z miejscem na ognisko i … “sala telewizyjna” :
Ojciec
otwiera jakąś klapę i ukazuje okienko przypominające ekran, a za nim
mini stawek z malutkim wodotryskiem widocznym dokładnie i
precyzyjnie w środku okienka. Cienkie strumyczki podskakują
śmiesznie do góry i niefrasobliwie opadają z powrotem na lustro
wody, jakby miały za nic wszelkie problemy tego świata. Wspaniałe
lekarstwo na rozchwiana równowagę o zaburzone proporcje rzeczy i
spraw.

Ale najbardziej stosownym miejscem do
odzyskania pokoju wewnętrznego jest pustelnia: osobny domek na
uboczu z malutką celą i kaplicą. Gdy nie ma w nim człowieka, kaplica
jest pusta, ale gdy mnich zapragnie tam zamieszkać, towarzyszy mu
Pan Jezus .

Czas odjeżdżać.
Jeszcze wspólne zdjęcie , zapewnienia o pamięci i modlitwie.
Serdeczne pożegnania. Około 16:00 wyruszamy. Po drodze zwiedzamy
katedrę w Nysie i kaplicę w Kamieniu Śląskim, miejscu narodzin św.
Jacka . Kontynuujemy modlitwę brewiarzową: Godzinę Czytań i
Nieszpory Nie zbrakło też śpiewu Litanii Loretańskiej. Chyba
nieczęsto nasz kierowca bywa tak “namodlony” podczas jazdy.
O 19:30 meldujemy się w Tyńcu, szczęśliwi i pełni wrażeń, a w uszach
brzmią nam, jakże prawdziwe, słowa wersetu Psalmu 133, w nowym
tłumaczeniu:
“O, jak dobrze i miło, gdy bracia żyją w jedności”.
Pierwszy Światowy Kongres Oblatów
19 do 25 września 2005
Zaczniemy od końca. Podczas pożegnalnej kolacji, w piątek 24
września wieczorem, każdy z uczestników Kongresu dostał książkę,
zawierającą referaty wygłoszone podczas Kongresu, z autografem Opata
Prymasa Notkera Wolfa i opatrzoną jego słowem wstępnym, w którym
czytamy:
Kochane Oblatki i Oblaci
Niniejszym mogę przedstawić Wam
konferencje Pierwszego Światowego Kongresu Świeckich Oblatów
Benedyktyńskich. Bardzo się cieszę, że Kongres odbył się, jestem
przekonany, że wiele skorzystaliście i wyjedziecie ubogaceni do
domu, do swoich krajów, do klasztorów, z którymi jesteście związani
jako oblaci.
Przy okazji moich odwiedzin w
klasztorach na całym świecie przekonałem się jak wielu jest oblatów
i ku ogromnemu zadowoleniu, że liczba ich wzrasta. Żałowałem tylko,
że oblaci nie uświadamiają sobie faktu, że nie tylko są związani ze
znanymi klasztorami, ale są częścią Ruchu wywodzącego się z
duchowości św. Benedykta, która kształtuje ich życie codzienne w
łączności ze wspólnotą klasztorną.
Tak zrodził się pomysł, by
przynajmniej raz zaprosić oblatów z całego świata na spotkanie, żeby
mogli się poznać i doświadczyć, jak w innych krajach i kulturach
ideał ten jest realizowany, aby zobaczyli również, że nie są
niewielkimi grupkami, ale należą do wielkiego Ruchu.
Wykłady miały służyć nie tylko
wymianie doświadczeń, ale także dostarczyć inspiracji, które teraz
Państwo macie zabrać do domu, nie tylko po to, żeby doznane wrażenia
przeżywać jeszcze raz, ale żeby podzielić się nimi z tymi, którzy
nie mogli przyjechać. Zapewne pozostaną w Waszej pamięci odwiedziny
benedyktyńskich prehistorycznych miejsc a św. Benedykt stanie się
Wam jeszcze bliższy. Nasz obecny Ojciec Święty dał nam znak
wybierając św. Benedykta na swego nowego Patrona.
W okresie upadku Cesarstwa Rzymskiego
i w czasie zamieszek powstałych w wyniku wędrówki ludów, św.
Benedykt swoją Regułą dał Zachodowi podwaliny dla kulturalnego
rozwoju całego kontynentu.
Ważne jest, aby naszą wspólnotę znowu
skierować ku Chrystusowi, nie tylko Europę, ale cały świat oprzeć na
tym fundamencie, gdyż wspólnie wzrastamy, dążymy do tego, aby stać
się jedną wielką rodziną żyjącą w pokoju i wzajemnym poszanowaniu.
Także i Wy macie dzięki temu udział w misji Kościoła.
Skarby Reguły św. Benedykta nie mogą
pozostać zamknięte za murami klasztornymi. Muszą wyjść na cały świat
dla dobra ludzkości i na większą chwałę Boga.
Życzę Państwu wiele odwagi na Waszej drodze życia, radości i pokoju,
który tylko od Boga pochodzi. Pozdrówcie Oblatki i Oblatów w Waszych
krajach. Zabierzcie to błogosławieństwo dla wszystkich.
Posłuszne temu gorącemu apelowi przekazujemy to “Sprawozdanie”.
Nasza delegacja na Pierwszy Światowy
Kongres Oblatów, który odbywał się w “Rzymie” w dniach od 19 do 25
września 2005 składała się z o. Bernarda Sawickiego – obecnego
Opata, który kiedy pełnił funkcję zastępcy prefekta oblatów został
wyznaczony do opieki duchowej nad resztą czyli Teresą Lubowiecką,
Janiną Pastuszko i Urszula Szymalą (oblatakami tynieckimi).
Opiekował się nami nie tylko duchowo, bo zapewnił jednej z nas
stypendium ufundowane przez opactwo benedyktynów w USA.
Z
lotniska Fiumicino, gdzie przylecieliśmy wczesnym popołudniem w
poniedziałek 19 września dowieziono nas dość szybko do ośrodka
Salesianum pod Rzymem – miejsca Kongresu. Kaplica, jadalnia, barek,
recepcja były na parterze budynku w którym mieszkała większość
uczestników Kongresu (należeliśmy do tych szczęśliwców, którzy nie
musieli dojeżdżać autobusem z innego hotelu). Olbrzymia aula, gdzie
odbywały się obrady miała wejście albo z 3 poziomu tzn. 1-go piętra
tego budynku albo z pola. Spotkania w grupach językowych odbywały
się w kilku salach na różnych poziomach. Wygodne pokoje z łazienkami
mieściły się na trzech poziomach poczynając od sutereny przez parter
po pierwsze piętro. Budynki położone były w rozległym ogrodzie
zamkniętym i odciętym od świata.
Pierwszą osobą, na jaką natknęliśmy
się w hollu był abp Piero Marini – ceremoniarz papieski – okazuje
się, też oblat związany z opactwem św. Jerzego w Wenecji. Prowadził
pierwsze uroczyste Nieszpory gregoriańskie, od których wszystko się
zaczęło.
Po
Nieszporach w trakcie, których abp Marini miał piękne kazanie o
koinoni czyli wspólnocie, każdy dostał zieloną gałązkę i karteczkę z
tekstem łacińskim Hymnu Kongresu “Ubi caritas est vera, Deus ibi est”
i przeszliśmy ze śpiewem do auli, gdzie Opat Prezes Notker Wolf
otworzył obrady w kilku językach.
Opat sugerował integrację z innymi
delegacjami więc podczas pierwszej kolacji poszłyśmy z Urszulą do
stołu gdzie był już Koreańczyk, biały benedyktyn z napisem Japonia,
Holender, Włoch i Amerykanin, ich było najwięcej. W jadalni hałas
panował niewiarygodny, bo wszyscy gadali równocześnie a było nas 350
osób, sporo starszych więc z natury rzeczy mówiących podniesionym
głosem.
Liturgię celebrowano w różnych
językach, a oblaci z różnych części świata kolejno prowadzili śpiew,
byli lektorami i nieśli w procesji dary. Jutrznia we wtorek 20
września była odmawiana i śpiewana w języku angielskim, Eucharystia
w języku hiszpańskim a Nieszpory po niemiecku. Każdy na wstępie
dostał 3 książeczki z odpowiednimi tekstami, tak że nawet przy
słabej znajomości języka można było uczestniczyć w modlitwach.
Po
Jutrzni wreszcie zaczęły się obrady od wykładu Alcuina Nyirenda –
oblata z Tanzanii o tym, że klasztor jest szkołą kontemplacji i
misji. Potem Franciszka Melard z Belgii mówiła o Monasterze jako
szkole komunii. Przesyłaliśmy jej materiały o polskich oblatach i
historii oblatury w naszym kraju, ale mimo, że mówiła dość długo, to
krajom Europy wschodniej poświęciła jedno krótkie zdanie. Osobny
temat to słuchawki i tłumaczenia na różne języki. Angielska
tłumaczka była ok o ile w ogóle była, natomiast najwięcej problemów
miał z tłumaczeniem Niemiec, który czasami mówił “wreszcie rozumiem
co powiedzieli” robił ufffffffff i tyle.
Po obiedzie był wykład Vsevoloda
Borzakoskiego – “Starca z Hollywoodu” (długie włosy blond, bródka i
wąsiki a`la Papkin) prawosławnego archidiakona urodzonego w USA,
podległego patriarchatowi w Moskwie, żyjącego w Rzymie z żoną i
piątką dzieci. Mówił o duchowości Wschodniego Kościoła. Potem
rozpoczęła się dyskusja dotycząca wszystkich 3 referentów a po niej
spotkania w grupach językowych. Najwięcej było grup
angielskojęzycznych, Włosi, jako najliczniejsi mieli spotkanie w
audytorium, pozostałe grupy (hiszpańska, niemiecka, francuska i
angielskie) mieściły się w małych salkach.
Oto oficjalny komunikat, który
rozdano nam jako podsumowanie tych spotkań:
Pierwsze pytanie zadane w grupach roboczych dotyczyło roli monasteru
jako szkoły modlitwy, która wprowadza oblata w kontemplację.
Większość uczestników spotkań przyznała, że klasztor jest szkołą
duchowości, to miejsce spotkania z Chrystusem. Tam uświadamiamy
sobie, że Bóg jest obecny w różnych aspektach naszego życia.
Klasztor pomaga nam uzyskać równowagę między modlitwą, pracą, nauką
i życiem rodzinnym. Wielu podkreślało, że w klasztorze uczymy się
milczenia, które przygotowuje nas do kontemplacji i słuchania.
Klasztor to także szkoła Liturgii. Tam także znajdujemy kierowników
duchowych.
Drugie pytanie dotyczyło roli jaką
kontemplacja, modlitwa osobista i liturgiczna odgrywa przy
podejmowaniu decyzji życiowych. Kontemplacja jest postrzegana prze
oblatów jako źródło życia ewangelicznego, które powinno mieć odbicie
w życiu codziennym. Nasze decyzje w dziedzinie socjalnej i w
polityce powinny wynikać z życia Regułą. Kontemplacja i modlitwa
pomagają nam wyciszyć się, wyhamować i słuchać. Wtedy podejmujemy
lepsze decyzje a te z kolei prowadzą do bardziej harmonijnego życia.
Umacnia to nas w czasie trudności i prób jakich nie szczędzi nam
życie.
Modlitwa ma kluczowe znaczenie w
życiu oblata. Otwiera nas ku wolności i czyni z nas apostołów
pokoju. Codzienna Eucharystia i milczenie doprowadzają do
nawrócenia, a dzięki temu stajemy się świadkami dla innych
chrześcijan. Modlitwa uwrażliwia nas na potrzeby braci i sióstr i
trudności z jakimi się borykają.
A to nasze osobiste wrażenia:
Poszłam
na spotkanie (T. Lubowiecka) do Filipińczyków. Prowadził je
Filipińczyk, ale do grupy tej dołączyło kilku Amerykanów, Hindusi,
Irlandczycy, Grecy i Bułgarka , którą nawraca siostra z Filipin, bo
w Bułgarii katolików na lekarstwo. Każdy miał powiedzieć jak stał
się oblatem i co daje mu w życiu kontemplacja. Najbardziej podobała
mi się wypowiedź Koreańczyka, który określił modlitwę jako rozmowę z
Bogiem, w której zaciera się granica między słuchaniem a mówieniem.
U nich niełatwo zostać oblatem, najpierw usilnie cię zniechęcają co
nie każdy zniesie, potem postulat, potem nowicjat i wreszcie
przyrzeczenia oblackie wszystko razem trwa 6 lat. Ja nie zdążyłam
zabrać głosu, a już więcej do nich nie dotarłam.
Jasia Pastuszko jako jedyna biała
uczestniczyła w spotkaniu oblatów nigeryjskich.
W Nigerii jest 470 Oblatów, są młodzi, pełni wiary w swoje
możliwości. Delegacja ciekawa, egzotyczna, i bardzo dojrzała
duchowo. Spotkaniu, podczas którego dyskutowano na temat referatów,
przewodniczył dr Peter Onwudinto z Uniwersytetu w Calabar.
Zadziwiała ich swoboda w dyskusji, byli pogodni i spokojni. Podczas
spotkania uznali, że klasztor jest szkołą oblatów, że konieczna jest
bliska więź z benedyktynami, a modlitwa i Eucharystia powinny być
codziennie praktykowane, aby we wszystkim Bóg był uwielbiony: w
Rodzinie, w pracy i we wspólnocie. W odpowiedzi na pytanie o
kontemplacje zgodnie doszli do wniosku, że jest to proces
długotrwały i bardzo trudny, a jej podstawą jest Eucharystia.
Uważali, że jako grupa oblatów powinni oficjalnie występować w radio
i telewizji. Oblaci-prawnicy mają pomagać prześladowanym i ich
rodzinom. Chcą swoim życiem świadczyć o więzi z Bogiem, bo stojący
obok patrzą na nich i oceniają ich postępowanie. Dużo wiedzieli o
św. Faustynie i Sanktuarium Miłosierdzia, po powrocie do Polski
Jasia wysłała 100 obrazków z modlitwą w języku angielskim na adres
dr Petera Onwudinto.
Urszula Szymala dołączyła do
niemieckiej grupy językowej. Grupa ta była nieliczna, składała się
bowiem z ok. 25 osób pochodzących głównie z Niemiec, Austrii, Węgier
(2 Oblatki z Opactwa Pannonhalma), Czech (2 osoby), Belgii.
Prowadzącymi spotkanie w tej grupie byli: O. Basilius Ullmann – z
Opactwa Cysterskiego w Langwaden w Niemczech i Gabriela Franciszka
Heitfeld-Panthen – oblatka klasztoru cysterskiego w Bochum-Stiepel
(Niemcy) - organizatorka i tłumaczka Kongresu.
Każdy z uczestników spotkania miał okazję przedstawić się,
powiedzieć parę słów o sytuacji oblatów w swoim kraju, głównie zaś
odpowiedzieć na postawione pytania:
- czym dla ciebie jest oblacja, jak wpływa ona na rozwój twego życia
duchowego (w relacji do życia codziennego)? oraz
- twoja relacja z klasztorem, którego jesteś oblatem, jakie duchowe
korzyści i obowiązki wynikają z tego faktu?
Oblatka z Bawarii
związana z klasztorem sióstr benedyktynek w Tyrolu podkreśliła
obowiązek oblatów do ekonomicznego wspierania mnichów i mniszek w
sytuacjach trudnych. W “jej” klasztorze przebywa i modli się grupa
mniszek już w bardzo podeszłym wieku a brak nowych powołań sprawia,
iż wymagają pomocy z zewnątrz klasztoru. Do tego właśnie zobowiązani
są oblaci jako osoby należące do tej samej duchowej rodziny
zakonnej. Klasztor ten mieści się w górach i często zimą pomoc
siostrom jest konieczna (i łączy się z dodatkową “atrakcją” –
odśnieżaniem drogi aby móc tam dotrzeć).
Podkreślano także ogromne znaczenie
kierownictwa duchowego mnichów wobec oblatów świeckich. W obecnych,
zeświecczonych czasach, jest to cenny skarb pomocny w rozwoju życia
duchowego. Ważne znaczenie w życiu codziennym oblatów niemieckich (i
nie tylko) odgrywa Liturgia Godzin, czyli codzienna modlitwa
brewiarzowa, której piękno dostrzegli właśnie w swoich klasztorach,
uczestnicząc w modlitwach mnichów w czasie dni skupienia czy
indywidualnych odwiedzin.
Jeden z uczestników, będący wyznania
ewangelicko-augsburskiego z Berlina, przyjechał na Kongres zachęcony
jego programem opublikowanym w internecie. Szuka bliższego kontaktu
z Panem Bogiem, szuka ludzi, którzy codziennie czytają Pismo św. i
starają się nim żyć. Szczęśliwy, gdyż znalazł to, czego szukał. Inny
trafnie określił swój każdorazowy pobyt w klasztorze benedyktyńskim,
jako “spirituele Sauna” czyli sauna duchowa. Ona pomaga mu żyć
według Reguły św. Benedykta każdego dnia.
Przy śniadaniu trzeciego dnia (środa)
przyznałyśmy się o. Opatowi do naszych planów pójścia, na grób Jana
Pawła II i dostałyśmy od niego bilety i instrukcje, którymi
autobusami dojechać do centrum. Tego dnia Jutrznia była po włosku.
Pierwszy wykład małżeństwa Włochów: Paolo i Maria Aminti z Florencji
o Komunii w Rodzinie. Był to zgrany dwugłos podparty ciekawymi
przezroczami: malarstwo włoskie – sceny biblijne dotyczące historii
Mojżesza (rola 3 kobiet) i Święta Rodzina.
W czasie przerwy na kawę Urszula
dopadła nas z wiadomością, że włoski diakon, kazał jej rozmawiać z
jakimś nowym Polakiem. Okazało się, że ten Polak to abp Ryłko, który
miał w tym dniu celebrować Mszę św., porozmawiałyśmy chwile póki nie
zjawił się Opat. Msza św. była częściowo po łacinie, bo mimo
Vaticanum II to jest wspólny język, którym modlą się wszyscy. W
procesji z darami szli murzyni, bardzo wysocy, ubrani w stroje z
naszywanymi koralikami a mężczyźni mieli na głowach opaski z
koralików. Szli krokiem tanecznym przypominającym trochę “taniec”
słonia. Podnosili nogi dość wysoko i potem spuszczali je tupiąc
głośno, wszystko z zachowaniem rytmu i w dużym skupieniu.
Po obiedzie wyruszyłyśmy do Rzymu.
Kiedy stałyśmy na przystanku obok ośrodka czekając na autobus,
otwarła się brama i koło nas zatrzymał się samochód, a abp Ryłko po
włosku spytał czy jedziemy do Rzymu. Odpowiedziałyśmy po polsku, że
jedziemy na grób Jana Pawła II, wsiadłyśmy i zostałyśmy podwiezione
pod kolumnadę na Placu św. Piotra, wprost do kolejki do bramek.
Specjalnym wejściem poszłyśmy do
podziemi. Szłyśmy i miałyśmy oczy w mokrym miejscu, bo co innego
przeżywać śmierć i pogrzeb w Polsce, a co innego iść na grób.
Znajomy ksiądz nauczył nas, że można zatrzymać się w specjalnie
odgrodzonym miejscu, żeby się pomodlić. Zatrzymałyśmy na 5
dziesiątek różańca. Ludzie różnych wyznań szli bez przerwy i modlili
się w skupieniu. Jakieś dziecko poprosiło o potarcie o grób różańca,
kiedy nadjechali chorzy na wózkach zostali dopuszczeni tuż do grobu,
śmierć niczego tu nie zmieniła.
Wróciłyśmy gładko startując z Placu
Weneckiego i zdążyłyśmy na kolację ale straciłyśmy Nieszpory
anglikańskie z udziałem kobiet kapłanów. Wieczorem był koncert w
kaplicy,
oprócz
Opata Prymasa (flet) i siostry Celiny Litwinki (skrzypce) na
organach koncertował nasz Opat i zawojował do reszty całe
towarzystwo. On skromnie twierdził, że to nic wielkiego, fakt, że
nie były to jakieś wspaniałe organy tylko instrument elektryczny.
Tematem roboczym na spotkaniach w
grupach językowych w tym dniu była komunia w rodzinie i w
środowiskach, w których żyjemy i pracujemy.
Oto oficjalne podsumowanie:
Sytuacje rodzinne mogą być różne, tam
gdzie mąż i żona są oblatami wspólnie wędrują drogą życia wyznaczoną
przez św. Benedykta. Jej fundamentem jest modlitwa i związek z
opactwem. Ta “duchowa” podróż przemienia życie rodzinne, które jest
znakiem sprzeciwu wobec “kultury śmierci” (sekularyzacji) panoszącej
się w świeci współczesnym. Oblat, którego współmałżonek nie podąża
drogą św. Benedykta, tym bardziej powinien mieć świadomość, że jest
świadkiem Chrystusa. Powinien umieć przebaczać, znajdować czas na
medytację, być uwrażliwiony na potrzeby innych, być dla nich
wsparciem w trudnych chwilach. Najważniejsza jest gotowość do
współżycia w duchu miłości i zrozumienia. Aby to osiągnąć należy
kierować się zasadą, aby niczego nie stawiać ponad Boga, modlić się,
całą ufność pokładać w Panu, który wie co jest dobre dla każdego z
nas.
Nasze stosunki z krewnymi,
przyjaciółmi i znajomymi powinny być w podobnym duchu. W związku z
tym często stajemy wobec trudnych wyzwań. Musimy na wstępie uznać
niepowtarzalność każdego z nas i pamiętać, że wszyscy jesteśmy
dziećmi Bożymi zasługującymi na szacunek i miłość. Potrzebna do tego
jest gotowość przebaczenia i otwartość serca. Musimy mieć
świadomość, że jesteśmy narzędziami w ręku Boga i robić wszystko z
głębokim przekonaniem, żeby nasze świadectwo było wiarygodne. Wielu
oblatów angażuje się w różne przedsięwzięcia na rzecz innych,
starają się, żeby cechowała ich uprzejmość w codziennych kontaktach
z ludźmi. To wszystko musi mieć oparcie w modlitwie, a zwłaszcza w
modlitwie wstawienniczej za innych, którzy są dla nas darem Bożym.
Czwartego dnia Jutrzni śpiewnej po
francusku, przewodniczył ojciec z Senegalu, ale całkiem biały,
podobnie jak ojciec z Japonii, który nie był skośnooki, obaj
misjonarze.
Potem była kolejna sesja. Zapowiedziany był dwugłos siostry
benedyktynki z Indii i muzułmanina z Pakistanu. Zaczęła siostra Iona
Misquitta ubrana w kawowe sari, sama też kawowa w okularach.
Wyciągnęła plik kartek i zaczęła je monotonnie czytać. Miała mówić o
dialogu między-religijnym. Tak mniej więcej około 10:50 o. Luigi
Bertocchi OSB (koordynator całego Kongresu) pociągnął siostrę za
rękaw i powiedział, że mamy 50 minut opóźnienia a ona nie doszła
nawet do 2/3 wystąpienia i nie myślała rezygnować z reszty.
Przerwali jej jednak i głos oddali pakistańczykowi , który podobnie
do V. Borzakoskiego urodził się w Ameryce i mieszka w Rzymie, kilka
lat był w Pakistanie. Miał mówić o Islamie i Soufismie, ale mówił,
że terroryzm to wynik złego podejścia wyznawców innych religii do
muzułmanów. Twierdził, że uważając ich za terrorystów stymulujemy w
nich agresje i podpierał się psychologią. W przeciwieństwie do
siostry nie czytał i zmieścił się w 5 minutach tak, że prawie
zniwelował opóźnienie. O. Luigi podkreślił, że siedzą ramię w ramię
przedstawiciele walczących ze sobą państw i że jednoczy ich wiara w
Jedynego Boga.
Eucharystii zgodnie z planem
przewodniczył kardynał Crescenzio Sepe. Tego dnia Maltańczyk Sergio
składał przyrzeczenia oblackie. Wprowadzał go o. Luigi, bo Sergio
będzie oblatem San Anselmo w Rzymie. Było bardzo uroczyście.
Tego dnia zamiast na spotkanie w
grupach językowych Opat i Teresa Lubowiecka poszli na spotkanie
koordynatorów krajowych oblatów niemieckojęzycznych. Duch święty
działał, bo wnioski mieliśmy podobne choć przygotowywane
niezależnie.
O 19:15 zebraliśmy się w kaplicy na
Nieszporach prawosławnych. “Starzec z Hollywoodu” przyprowadził
jeszcze jednego duchownego i trzyosobowy chórek: dwie dziewczyny i
młodzieniec, który niewiarygodnie szybko powtarzał “Hospody pomyłuj”
widać musiał się zmieścić w czasie krótszym niż zwykle.
Na
fotelu dla głównego celebransa za ambonką postawili obraz
Bogurodzicy, którego nikt nie widział. “Starzec” miał dużą
rozpiętość głosu od głębokiego basu, do bardzo wysokiego, chórek
śpiewał jakby ich było 10 razy tyle, a modlili się między innymi za
Aleksego patriarchę Moskwy. Na zakończenie ofiarowali o. Luigiemu
“ikonę” coś w stylu naszych obrazków odpustowych.
Po kolacji był dalszy ciąg spotkania
koordynatorów krajowych w którym uczestniczył Opat Prezes. Było to
przygotowanie do podsumowania Kongresu. Każdą wypowiedź początkowo
tłumaczono na 5 języków, ale dla przyspieszenia obrad wyeliminowano
tłumaczenie na hiszpański. Opat Prezes pobłogosławił nas już dobrze
po 23, tylko dlatego tak szybko, bo kierowca odwożący mieszkających
poza Salesianum zbuntował się, że dłużej nie będzie czekał.
W piątek przedpołudniem zebraliśmy
się wszyscy w auli na podsumowanie obrad. Koordynatorzy z Nigerii,
Irlandii, USA, Niemiec, Filipin, Australii, Francji, Hiszpanii i
Włoch kolejno mówili na temat roli klasztoru, Liturgii, i lectio
divina, w życiu oblatów oraz o tym co wnosimy do naszych rodzin i
otaczającego nas świata. Z ich wypowiedzi wynika, że dla oblatów
klasztor jest szkoła modlitwy, Reguła uczy nas jak harmonijnie
godzić modlitwę z pracą i wypoczynkiem. Klasztor to miejsce
wyciszenia, gdzie uczymy się słuchać Boga i mnichów, którzy często
są naszymi kierownikami duchowymi. Liturgia Godzin powinna być
odmawiana w łączności z klasztorem, modlitwa przemienia nas, a
Eucharystia – źródło i szczyt to szkoła miłości. Lectio divina
prowadzi do medytacji i konieczne jest dla pogłębienia naszej
modlitwy a także więzi osobowej z Bogiem. Podkreślono wyjątkową
pozycję w rodzinie ojca, zwłaszcza we wspólnej modlitwie. Na
spotkania w klasztorze powinny przyjeżdżać całe rodziny. Życie
powinno pozostawać w zgodzie z modlitwą. Wobec innych ludzi jesteśmy
świadkami, nasz ruch powinien stać się misyjny. Na początek Regułę
św. Benedykta należy przetłumaczyć na różne języki. Powinniśmy
pomagać samotnym, swoją postawą leczyć z agresji. Poruszające
okazało się świadectwo oblatów z Filipin, którzy byli animatorami
modlitwy różańcowej podczas wojny domowej. Z różańcami w rękach
ruszyli na spotkanie czołgów i zmusili wojsko do kapitulacji.
Przedstawiciel Australii pięknie podsumował obrady Kongresu, kiedy
stwierdził, że przyjechaliśmy tu jako jednostki a wyjeżdżamy jako
wspólnota.
Jako ostatni zabrał głos Opat Prezes
Notker Wolf. Stwierdził, że stanowimy wielką rzeczywistość. Wiąże
nas Pismo Święte i Reguła św. Benedykta, a centrum życia jest lectio
divina. Medytacja przemienia nas dzięki łasce Ducha Świętego. Święty
Benedykt zmienił oblicze Europy, my możemy dużo więcej. Miał On
wizję, w której zobaczył cały świat w promieniu światła Bożego.
Jesteśmy zjednoczeni z Bogiem a przez Niego z całym światem. Na
kongresie doświadczyliśmy uniwersalizmu duchowości benedyktyńskiej w
różnorodności kultur. Był to rodzaj rekolekcji, których tematem była
komunia z Bogiem, z klasztorem i światem. Poznaliśmy świeżość wiary
w Afryce i na Filipinach. Zobaczyliśmy jak ważna jest rodzina, jak
potrzebna solidarność. Naszą siłą jest Jezus Chrystus, żyjemy
nadzieją zjednoczenia z Nim. Opat Prymas stwierdził, że nie czuje
się wodzem, ale Mojżeszem prowadzącym swój naród przez pustynię do
Ziemi Obiecanej. Lud Boży pielgrzymuje przez pustynię, w centrum
jest Bóg, dzięki odnowie Liturgii po Vaticanum II. Oblatura jest
Ruchem bez pieniędzy i władzy mimo to możemy pokornie ofiarować
wiele darów jak Mędrcy ze Wschodu w Betlejem. Jesteśmy Ruchem
duchowym w rękach Boga.
Zakończył zaproszeniem na kolejny
Kongres za 4 lata, który ponownie odbędzie się w Rzymie w odnowionym
Anselmianum.
Tego dnia popołudniu mieliśmy czas wolny na zwiedzanie Świętego
Miasta czego nie było w pierwotnym programie.
Sobota nietypowo zaczęła się od
śniadania, bo Jutrznie odmawialiśmy w autokarze, który wiózł nas na
Monte Cassino, gdzie podczas Mszy św. miałyśmy śpiewać Psalm
resposorialny. W śpiewie miała nam pomagać siostra Celina Litwinka
rozumiejąca trochę po polsku. Najważniejsze, że umiała czytać nuty,
głos miała mocny, ale śpiewała bardzo wysoko w przeciwieństwie do
nas. Ponieważ wcześniej nie było czasu to w jadalni na serwetce o.
Opat zapisał to, co zanuciła mu Jasia i ona z tym zapisem nutowym
powędrowała do autobusu.
Wiozłyśmy do rozdania ludziom 300
kserowanych kopii Psalmu, ale bez zapisu nutowego. Nie miałyśmy
czasu, żeby się tym przejmować, bo układałyśmy modlitwę wiernych. O
tym, że to też do nas należy dowiedziałyśmy się od o. Opata w
ostatniej chwili. W autobusie na kolanie trzęsącą ręką nabazgrałyśmy
bardzo lakoniczne wezwania. Stwierdziłyśmy, że Pan Bóg najlepiej wie
czego potrzeba, Papieżowi, biskupom, oblatom, naszym bliskim żyjącym
i zmarłym i nam samym, a z uczestników i tak nikt nie zrozumie
naszej modlitwy. Kiedy chorwacki ceremoniarz zobaczył te gryzmoły
trzy razy pytał Urszule czy na pewno będzie umiała to odczytać. Za
cztery lata musi wszystko być gotowe już w Polsce, wszyscy inni
mieli wydrukowane, powielone, zszyte nawet wtedy kiedy było to po
chińsku, japońsku i koreańsku.
Przyjechaliśmy do opactwa około
godzinę przed Mszą św. Czas upłynął na pisaniu kartek (był to
ostatni moment), robieniu zdjęć. Potem nagle okazało się, że nas
szukają, że dawno powinnyśmy być w zakrystii. Urszula została z 300
kartkami sama i usiłowała rozdać je przy pomocy zwerbowanych w
ostatniej chwili Czeszek zdziwionym oblatom, którzy już wcześniej
dostali komplet od pozostałych dobrze przygotowanych uczestników
Liturgii. Kamień z serca spadł mi kiedy okazało się, że będziemy
śpiewać obok organów ukrytych za głównym ołtarzem. Był tam jakiś
dziwny system nagłośnienia, ale najważniejsze było to, że nas tam
prawie nikt nie widział. Ubrałyśmy się uroczyście w białe bluzki,
ale w porównaniu z resztą świata
było
to więcej niż skromne ubranie. Za cztery lata stroje krakowskie i
śląskie obowiązkowe. Organista w lot podchwycił melodie, zrobiłyśmy
wreszcie próbę z siostrą. Siedziałyśmy w przepięknych stalach w
prezbiterium tuż obok św. Benedykta i św. Scholastyki, bo ich trumny
umieszczone są w głównym ołtarzu, to też podnosiło nas na duchu.
Głównym celebransem był opat Monte
Cassino w szatach biskupich. Wszyscy oprócz nas dostali książeczki z
tekstami i nutami do części stałych, co gorsza nie dostałyśmy także
tekstów przyrzeczeń oblackich, które wszyscy uroczyście odnawialiśmy
właśnie na Monte Cassino. W takich okolicznościach pociechą jest
tekst z 8 rozdziału Listu do Rzymian, gdzie św. Paweł pisze, że jak
nie umiemy się modlić robi to za nas Duch Święty. Siostra pochwaliła
nas, bo udało się nam równo, jednym głosem odśpiewać wszystkie
zwrotki. Tylko na początku widziałam konsternacje na twarzach
mnichów. Opat wymyślił jako międzynarodowy refren Psalmu “Alleluja”.
W momencie kiedy zaczęłyśmy Allelujać ojcowie nie wiedzieli czy
wstawać, czy może Psalmu wcale nie będzie. Nie wiem co działo się w
kościele.
Urszula bez zająknięcia odczytała
modlitwę wiernych, my zaintonowałyśmy już na luzie Kyrie (podobnie
jak Alleluja zastępowało nasze polskie “Wysłuchaj nas Panie”). Na
znak pokoju ucałowałyśmy się z Jasią i uściskały z siostrą. Ta Msza
św. to dla mnie (TL) był punkt kulminacyjny całego Kongresu.
Miejsce, bliskość św. Benedykta, koniec niepokoju, odnowienie
przyrzeczeń.
Po Mszy św. poszliśmy do ogromnego
refektarza, gdzie na każdego czekała papierowa torba z suchym
prowiantem. Potem podzielono nas na grupy językowe i oprowadzono po
opactwie. W gronie oblatów niestety nikt poza nami nie był
zainteresowany odwiedzeniem mogił naszych żołnierzy, a my same zbyt
zmęczone, żeby tam pójść.
Po powrocie przy kolacji dostaliśmy
wszyscy w prezencie książki z tekstami referatów, z dedykacją o.
Notkera Wolfa (zacytowaną na początku sprawozdania), a do tego
płytka CD z tymi tekstami tyle, że tłumaczonymi na różne języki.
Okazało się, że zmieniono plan na niedzielę. Ogłoszono, że Msza św.
połączona z Jutrznią będzie o 8 rano, bo część osób prosto z Castel
Gandolfo jechała na lotnisko.
Miał to być dzień
chorwacko-filipiński, śpiewy byłyby pewniej bardziej uroczyste,
gdyby nie pośpiech przed wyjazdem do Castel Gandolfo. Nasz udział w
modlitwie Anioł Pański nie był specjalnie przygotowany. Nie mieliśmy
wspólnego elementu, który by nas wyróżniał. Tylko nieliczni
pomyśleli o teczkach z Logo Kongresu, a był to przedni pomysł.
Żadnego okrzyku czy pozdrowienia. Podstawiono tylko autobusy,
którymi nie jechaliśmy zbyt długo, dzięki naszemu położeniu
geograficznemu za opłotkami Rzymu. Castel Gandolfo położone jest na
zalesionych pagórkach, można je porównać z naszymi Myślenicami. Z
parkingu musieliśmy się wyspinać do Pałacu Papieskiego, na niewielki
placyk, gdzie zastaliśmy sporą, różnojęzyczną kolejkę, która im
bliżej wejścia na dziedziniec robiła się grubsza. My potulnie
powędrowaliśmy na koniec. O. Opat wykazał się znajomością realiów
włoskich i przewidująco zabrał parasol, który mimo że czarny dawał
cień a my smażyłyśmy się w południowym słońcu.
Udało się nam dzięki opiece naszych
Aniołów Stróżów wejść do środka na dziedziniec, spora jednak część
została za bramą przed telebimem, na którym może Ojciec Świętej był
lepiej widoczny, ale jak wiadomo to nie bezpośredni kontakt z żywym
człowiekiem.
Dziedziniec jest nachylony tak, że
stojący z tyłu widzą dobrze okno papieskie nawet jeżeli przed nimi
stoi ktoś wyższy. Rozpięty jest nad nim dach, który daje cień i
chroni w razie czego przed deszczem, a ponieważ jest z cienkiego
materiału jest pod nim jasno. Nastrój był radosny. Polaków było
bardzo dużo. Ktoś zaintonował Barkę oczywiście włączyłyśmy się i od
razu zyskałyśmy sympatię naszych sąsiadów Niemców i Irlandczyków.
Nasi niemieccy oblaci stali wszyscy razem i to oni zaintonowali Hymn
Kongresu “Ubi caritas est vera, Deus ibi est” (melodia gregoriańska)
i potem odśpiewali w odpowiedzi na pozdrowienie Benedykta XVI.
Ćwiczyliśmy oklaski, okrzyki Benedetto i jeszcze śpiew Abba Ojcze.
Najpierw zapaliło się światło w kilku
oknach obok tego, z którego przemawia, modli się i błogosławi
Papież. Potem spuścili obraz, na którego tle pokazuje się Ojciec
święty. Wreszcie parę minut przed 12 pokazał się w oknie Benedykt
XVI. Powitanie było entuzjastyczne. Niemcy i Anglicy, którzy za
życia naszego Ojca św. byli dość powściągliwi teraz są porównywalni
z Hiszpanami. Papież nas zawstydził, bo przypomniał o wyborach w
Polsce, które nam zupełnie wyszły z głowy i na które zabrakło nam
czasu. Polacy skandowali “zapraszamy”, a Włosi “Benedetto” a byli
chyba najliczniejsi i na pewno najgłośniejsi.
Ostatnie chwile w Salesianum
spędziłyśmy w ogrodzie, pomodliłyśmy się pod figura Matki Bożej w
ogrodzie, potem kilka ostatnich zdjęć pod palmami, ostanie pakowanie
i odjazd. Okazało się, że poza nami nie ma już nikogo i w czwórkę
jechaliśmy autokarem przeznaczonym dla 40 osób.
Na lotnisku dowiedzieliśmy się, że
samolot ma półtorej godziny opóźnienia. O. Opat zaprosił nas na
kolację do baru na lotnisku. Jedzenie było całkiem dobre, ale zajęło
nam to tylko około godziny. Potem poszliśmy do innego baru na
capuccino. Przy odprawie bagażu okazało się, że opóźnienie uległo
wydłużeniu i że mamy odlot już jutro tzn. 40 minut po północy. Już
bez bagażu odszukaliśmy kaplicę i tam najpierw odmówiliśmy
Nieszpory, a potem odprawiliśmy wspólne Lectio Divina. O. Bernard
zaproponował odczytanie fragmentu 2 Rozdziału Listu do Filipian,
najpierw w całości, potem po jednym zdaniu. Następny etap to było
odczytanie kolejnych zdań w pierwszej osobie jako modlitwy
osobistej. Na koniec już spontanicznie modlitwa tekstem tego listu,
ale nie po kolei tylko tym co obudził w nas tekst.
Na lotnisku w podkrakowskich Balicach wylądowaliśmy szczęśliwie
około 3 nad ranem.
Zapraszamy na stronę o oblatach
http://www.tyniec.benedyktyni.pl/pl/wspolczesny/oblaci.asp
|
|